-
Gdy dzieci dorastają
Data: 21.12.2023, Kategorie: kazirodztwo, rodzina, narzeczona, Autor: Sztywny
- Zaręczyłem się! Syn zadzwonił do ojca. Doskonale wiedział, że gdybym odebrała ten telefon, zemdlałabym. A tak Stasiu ostrzegł mnie, żebym najpierw usiadła i dopiero wtedy przekazał wieści. Nie straciłam przytomności, chociaż poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Nawet Staszek się wystraszył i na chwilę przestał wzdychać, co zawsze robił, gdy był zakłopotany. Zwykle uważałam to za uroczą manifestację zakłopotania, ale nie tym razem. - Wiedziałam. Wiedziałam! Jak tylko obwieścił, że wyjeżdża do Warszawy za pracą, wiedziałam, że będą kłopoty! I widzisz teraz. Na wszystkich świętych… - Kwiatuszku, uspokój się. Chłopak ma już prawie trzydzieści lat, należało się spodziewać, że to kiedyś nastąpi. Przecież tego chcieliśmy… - …Ale nie w taki sposób! Znika na pół roku, ledwo zadzwoni raz w miesiącu i nagle ma narzeczoną? Kiedy ją poznał? Dlaczego nic nie mówił wcześniej, że się z kimś spotyka? Kim ona w ogóle jest? - Dowiemy się, jak przyjadą. Miałam ochotę udusić mojego Stasia, chociaż wiedziałam, że ma rację. Resztę tygodnia głowiłam się, gdzie popełniłam błąd. Mój cudowny chłopczyk, najwspanialszy synek, jakiego matka może sobie wymarzyć, nagle znalazł sobie jakąś kobietę. Od teraz inna będzie stała na pierwszym miejscu? Z tych niewielu rozmów telefonicznych próbowałam poskładać jakiś sensowny obraz sytuacji. Przypominałam sobie słowa i nastrój Patryczka, zastanawiając się, czy nie była ukryta w nich odpowiedź, którą z jakiegoś powodu przeoczyłam. Im dłużej ...
... się głowiłam, tym rzadziej oglądałam męża, który rozsądnie postanowił nie wchodzić w drogę roztrzęsionej matce Polce. Mój biedny Stasiu, ile zniósł moich humorów przez ostatni tydzień. Ile ich zniósł przez całe nasze małżeństwo? Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego mężczyzny. Przynajmniej, dopóki nie pojawił się Patryk. - Spóźniają się. – Zerknęłam na zegarek i wypuściłam głośno powietrze. - To normalne, wiesz, jak wygląda podróż PKS-ami. - Zadzwoniłeś do Fiejdasza? Miał go odebrać z dworca. Zadzwoń… - Pojechał po niego, nie martw się. - My powinniśmy ich odebrać. - Nic nie poradzę, że samochód się zepsuł. - Wymówki, wymówki, wymówki! Stasiu przewrócił oczami i wyszedł z kuchni, zostawiając mnie samą przed oknem. Gapiłam się na podwórko, jakby sam papież miał zaraz podjechać. Było późne popołudnie, ale wiosenne słońce jeszcze się nie schowało. Kątem oka zobaczyłam swoje odbicie w szybie. W przyszłym roku miałam skończyć pięćdziesiąt lat, ale, mówiąc nieskromnie, wyglądałam młodziej. Kilka fałdek na brzuchu by się znalazło, ale wciąż miałam figurę. Wciąż przyciągałam męskie spojrzenia, nawet młodszych facetów. Może to długie, zadbane nogi, a może dorodny biust, który trochę obwisł, jednak nie na tyle, żeby odpowiedni stanik tego faktu nie ukrył. A może chodziło o moje długie włosy w kolorze słońca? Wszystko we mnie się podobało z wyjątkiem twarzy. Kremy już nie maskowały coraz liczniejszych zmarszczek. Ciężka praca w gospodarstwie też odbiła swoje piętno ...