-
Księgarnia (II)
Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord
... a rano pomyślisz, co dalej. -- Budzę się, kiedy jest już jasno. Co my do cholery wczoraj zrobiliśmy? Przespałem się z Jagodą. Z własnej, nieprzymuszonej woli. Widziałem w jej oczach, że mnie chce, a ja... Też jej chciałem. Bardzo. Nie przeleciałem jej, mówiąc wulgarnie. To nie był zwykły seks, mimo, że mieliśmy się ku sobie od dłuższego czasu, a nasze ciała przyciągały się wzajemnie, niczym przeciwne bieguny magnesów. Jej zapach, kiedy wyszła z wanny popołudniu rozbudził moje zmysły do tego stopnia, że miałem ochotę wziąć ją już wtedy. Zdjąć z niej ręcznik, w którym malowała paznokcie i posiąść. Powstrzymałem się, poszliśmy razem nad Wisłę. Cały czas panowało między nami napięcie, rozmawialiśmy niezbyt dużo, jakby czując, że coś się wydarzy. I albo to „coś” wypali. Albo się spali. Razem z nami. Ona jeszcze śpi. Nie zamierzam jej budzić. Wyślizgnąłem się cicho z łóżka i po prysznicu poszedłem robić śniadanie. Tradycyjnie. Tak jak z Martą. I tak jak z Agnieszką. Jak będzie, kiedy obudzi się? Czy wiszący nad nami od dłuższego czasu obraz mojej zmarłej narzeczonej nie będzie na tyle dużą przeszkodą, że powiemy sobie „cześć”? Boję się tego. Nie panicznie, ale odczuwam strach. Zwykły strach przed rozmową na ten temat. Nie dlatego, że ona mnie odstręcza czy odrzuca z powodu Marty. Czuję do niej coś więcej, niż sympatię, muszę przyznać przed sobą, że... chyba ją kocham. Za to, że jest taka... inna. Nie dziwna, inna. Potrafi być zwykła, ...
... zmęczona, radosna, smutna, wściekła (o tak, to potrafi bardzo dobrze), zabawna (na tym również zna się świetnie). Seksowna, kobieca, ostra, delikatna, czuła, troskliwa. Mam wymieniać jeszcze? Mnie wystarczy. Ta inność objawia się w jej osobowości, mimo wybuchowego charakteru jest bardzo ciepłą i troskliwą osobą. Trzy tygodnie temu rozłożyło mnie czterdzieści stopni gorączki. Nieprzytomny, przelewałem się przez ręce. Co zrobiła Jagoda? Odwołała dwa dni z rzędu próby zespołu i siedziała ze mną w domu, dopóki gorączka nie spadła na tyle, żeby mogła mnie w spokoju zostawić samego. Na mój argument „po co ze mną siedzisz, poradzę sobie”, wypowiedziany głosem malaryka odparła wprost, że nie zamierza, cytuję, „obsrywać się ze strachu” przed tym, że znajdzie mnie po powrocie do domu w przedpokoju, z rozbitą głową po uderzeniu w któryś z mebli, z powodu osłabienia, omdlenia i gorączki. Ugotowała rosół, wkładała mi lekarstwa do ust, przynosiła pić. Tłumaczyłem sobie to faktem, że jesteśmy jak rodzina, a poza tym ma nawyki z prac społecznych. Ale... to nie było to. Dopiero po wyzdrowieniu zorientowałem się, że w jej wzroku, ruchach i słowach ukryte było coś więcej. Coś, co widziałem wczoraj wieczorem w łóżku. - Dzień dobry. – Nie słyszałem jej kroków. Ubrana w koszulę na długi rękaw i szorty wkracza do kuchni, spoglądając na mnie nieśmiało i z lekkim uśmiechem. Oddaję uśmiech, obejmuję ją i całuję delikatnie. - Spokojnie, myłam zęby, możesz z języczkiem. – ...