-
Księgarnia (II)
Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord
... masz czarne włosy. - Słuchaj mnie do cholery! – Przywołuję go do porządku. Zwraca na mnie nieprzytomne spojrzenie – Powiedział, że mam siostrę-bliźniaczkę. Martę. Chciałam ją poznać. W pomieszczeniu zalega cisza, przerywana odgłosami tykania zegara. Brązowe, przekrwione oczy wpatrują się we mnie pytająco. - Powiedział, że masz... – urywa – Siostrę? – Zaciska oczy i usta w bólu – Miałaś, słyszysz?! Miałaś! – Zaczyna płakać, skrywając twarz w dłoniach. Spoglądam na niego, niewiele rozumiejąc. - Jak to miałam? Co się z nią stało? - Zmarła kilka tygodni temu. – Ociera łzy pięścią, wypija wódkę z kieliszka i wstaje. – Muszę się przewietrzyć. Masz ochotę na papierosa? Zamieram. Nie wierzę w bzdury o więzi duchowej między ludźmi, generalnie jestem niedowiarkiem, a kościół ostatni raz w środku widziałam, kiedy byłam niepełnoletnia, ale od kilku tygodni czułam, że stało się coś bardzo złego. Nie potrafiłam sprecyzować i przypisać tego uczucia do konkretnej osoby lub wydarzenia z mojego życia. Teraz już wiem, co było przyczyną. Śmierć mojej siostry. - Znałem Martę od czasów liceum, chodziliśmy razem do jednej klasy. – Częstuje mnie papierosem i podaje ogień. Jest koszmarnie zimno i wieje. – Wtedy jeszcze między nami nie zagrało. Nadawaliśmy na innych falach, zresztą ona trzymała się nieco poza nawiasem, a ja – Zaciąga się mocno – brylowałem wśród klasowej społeczności. - Nie widziałem jej kilkanaście lat, nieco ponad rok temu przypadkowo spotkałem ją, ...
... kupując prezent dla mojej ówczesnej dziewczyny. Pracowała w księgarni, mającej siedzibę przy Krakowskim Przedmieściu. Nie poznałem jej, za to ona rozpoznała mnie. – Jego twarz rozjaśnia się na wspomnienie zdarzenia. – Przychodziłem tam jeszcze kilka razy po książki, ale tak naprawdę ciągnęło mnie do niej. Strząsa popiół do popielniczki. - Możemy wejść do środka? Zamarznę. – Gaszę mentola i spoglądam na niego oczekująco. - Tak, oczywiście. Chodźmy. – Chyba nieco przetrzeźwiał, otwiera przede mną drzwi i przepuszcza przodem. – A tak w ogóle to jestem Bartek. Oficjalnie Bartłomiej Kalinowski. Ale mów mi Bartek. – Wyciąga dłoń, a ja oddaję uścisk. Ma przyjemną, miękką w dotyku skórę. – Chcesz napić się czegoś, poza wódką? Przepraszam, kiepski ze mnie gospodarz. - Przydałaby się jakaś popitka, a poza tym dziękuję. – Siadam w fotelu, rozglądając się po mieszkaniu. Widać kobiecą rękę, albo pan Kalinowski jest zorganizowanym i zdyscyplinowanym mężczyzną. Jeśli tak, to kobiety mają z nim dobrze. Mój gospodarz znika w kuchni, wracając po chwili z sokiem pomarańczowym i szklanką. - Może być? Przepraszam, ale lodówka jest zaopatrzona głównie w alkohol, nie popijam, a sok kupiła... - Zaciska usta i wkłada pięści do oczu, powstrzymując płacz. – Kalinowski, opanuj się. – Bierze głęboki oddech, siada i wlewa sok do szklanki. Polewam wódkę i wypijam bez toastu, biorąc łyk soku. Równie obrzydliwie ciepły jak gorzała, ale darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. - Skończyłeś na ...