-
Niebezpieczne cięcie - rozdział 15
Data: 31.12.2023, Autor: FourGenesis
... ceregieli, olewając ludzi w poczekalni, wbiegłam do gabinetu. Lekarka, która na mój widok gniewnie uniosła wzrok, spotkała się z moim przerażonym krzykiem: – On się dusi, charczy i pluje krwią! Błagam, niech mu pani pomoże! Spojrzenie złagodniało, ale słowa wstrząsnęły mną do głębi: – Proszę natychmiast wyjść! Moja zaskoczona mina musiała wyrażać kompletne niedowierzanie. Chytry uśmieszek wykwitł na twarzy właściciela szczeniaka, który właśnie miał wyjmowanego kleszcza i odbił się w moich zaszklonych oczach. „Nie, to się nie mogło dziać!” – No, czego pan jeszcze stoi? Proszę w tej chwili opuścić gabinet! Ten pies ma parwowirozę, więc jeśli zaryzykuje pan zdrowie swojego szczeniaka, to naliczę podwójną stawkę! Na te słowa gościu poderwał się nerwowo i wciskając beagla do transportera, wystrzelił ku poczekalni jak oparzony. Doktorka zaś szybkim ruchem wyjęła Odiego z koszyka i pobiegła na zaplecze. Wcisnęła psiaka do jakiegoś urządzenia i zaczęła przekręcać kurki. Po chwili procenty wyświetlane na małym ekraniku zaczęły rosnąć. – To komora tlenowa – wyjaśniła na głos, zupełnie na mnie nie spoglądając – Jego oddech zanika, ale za chwilę powinno być nieco lepiej. Przez ten czas proszę mi opowiedzieć, co się właściwie stało. Złapałam się za głowę i zaczęłam relacjonować: – Napoiłam go, a potem chciałam zanieść na matę, żeby się wysikał. Gdy go podniosłam wydał jakiś przeraźliwy dźwięk i krew plasnęła na posadzkę. Potem przybiegłam tutaj. – ...
... Rozumiem, ale niestety nie odpowiada to objawom parwo. Biegunka już ustawała i zagrożenie życia mijało. Coś musieliśmy przegapić. Zrobię prześwietlenie. Musimy znaleźć przyczynę. Pokiwałam nieznacznie głową, niezdolna wydobyć jakichkolwiek słów. Już miałam usiąść na krześle pod ścianą, gdy do pokoju wparował zziajany Krzysztof. Widząc moją minę zbladł i nieoczekiwanie wziął mnie w ramiona. – Przyjechałem najszybciej jak mogłem. Goliat robi mi właśnie tuning kokpitu. Co z Odiem? Pokręciłam głową i wskazałam na kulkę zwijającą się z bólu. Podkład „akwarium”, w jakim się znalazł pokrywały maleńkie kropelki krwi. – O mój Boże! – po raz pierwszy jego głos wyrażał tyle emocji. Nigdy wcześniej nie słyszałam, by był tak przejęty. – Czy on z tego wyjdzie? Nim zdążyłam odpowiedzieć, do dyskusji włączyła się weterynarz: – Wygląda na to, że skrawek folii przesłonił mu drogi oddechowe. – Podniosła ku nam zdjęcie rentgenowskie. Nieco ponad lewym płucem znajdował się niezidentyfikowany obiekt. – Czy domyśla się pani skąd może pochodzić? – Nie mam pojęcia – odparłam, jednak po chwili coś zaświtało mi w głowie. – Może z maty w łazience? Zostawiłam go wczoraj na chwilę, gdy wybiegłam po ścierkę, aby zetrzeć wymiociny. Może odgryzł kawałek? – Prędzej wciągnął go nosem – powiedział jeszcze bardziej roztrzęsiony Krzysiek. – Wczoraj Goliat rozdarł jedną matę i rozrzucił strzępki po całym mieszkaniu. Myślałem, że wszystko sprzątnąłem, ale drobinka mogła przykleić się do jego łap. ...