1. Niebezpieczne cięcie - rozdział 15


    Data: 31.12.2023, Autor: FourGenesis

    ... Trzymał w nich Odiego i skrawek mógł dostać się do nozdrzy malucha.
    
    – To całkiem możliwe – Odparła lekarka. – Trzeba usunąć tę folię, ale nie mam tutaj odpowiednich przyrządów. To delikatna sprawa, bo rzadko który gabinet chce przyjąć psiaka z parwowirozą, nie mówiąc już o wykonaniu zabiegu chirurgicznego. Przepraszam Państwa na chwilę, muszę wykonać kilka połączeń.
    
    Niesamowicie smutna pokiwałam głową na znak zrozumienia i zostawiwszy Krzysztofa w tyle, podeszłam do urządzenia. Szczenię już nie charczało, ale wydawało przeciągłe piski. Dość ciche, jednak wyraźnie słyszalne. „Mój mały wojownik” – pomyślałam i otarłam łzy. Silna dłoń na mojej talii dodała mi otuchy, jednak nie ujęła zmartwień.
    
    – Znalazłam miejsce! – po kilku minutach usłyszeliśmy podekscytowany głos pani doktor. – Proszę, tutaj macie Państwo adres. Musicie się spieszyć. Poza komorą funkcje życiowe mogą się znacznie pogorszyć.
    
    – Biegnę wpakować Goliata do bagażnika i oddzielić kratą od siedzeń. Marysiu, gdy będziesz gotowa, przybiegnij z Odiem. Zaparkowałem tuż obok wejścia.
    
    – Miej włączony silnik – rzuciłam i szybko zgarnęłam koszyk z podłogi. Krzysiek w tym czasie opuścił gabinet. Weterynarz wyjęła szkraba z urządzenia i ułożyła na kocyku. Póki co się nie krztusił, więc uznałam to za dobry znak. Podniosłam wzrok i zapytałam lekarkę:
    
    – Mogę zapłacić później?
    
    – Oczywiście – rzekła, dotykając mojego ramienia. – Proszę już zmykać. Powodzenia.
    
    Szepcząc bezgłośnie „dziękuję” zalewając się ...
    ... ponownie łzami, opuściłam lecznicę. Wsiadłam na przednie siedzenie i ruszyliśmy. Krzysiek pędził na złamanie karku. Wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. Gdzieś w oddali usłyszałam grzmot, a ciemne chmury pokryły cały nieboskłon. Wówczas Odie ponownie zaczął skowyczeć. Każdy kolejny przeraźliwy dźwięk odbijał się w moim szlochu. Najmniejsze drżenie malutkich łapek wywoływało u mnie ciąg drgawek. Nie pamiętam, bym kiedykolwiek tak głośno płakała. Nigdy wcześniej nie wyłam z rozpaczy i nie czułam takiej bezsilności. Krzysztof na siedzeniu obok mógł jedynie bezradnie zaciskać szczękę. Nic nie mogliśmy zrobić. Tylko jechać naprzód.
    
    Niecałe dwadzieścia minut później dotarliśmy do gabinetu. Nie wiem, kto bardziej opadł z sił – ja czy mój piesek. Zamilkłam i on również. Musiało być z nim już bardzo źle. Nie czekając, aż Krzysiek znajdzie miejsce parkingowe, wyskoczyłam z auta i biorąc po kilka stopni naraz, wbiegłam po schodach na pierwsze piętro, gdzie mieściła się przychodnia.
    
    Od samego wejścia wszystko w środku robiło niemiłe wrażenie. Sufit był szary, a ściany staromodnie żółte. Podłogi zaś wyłożono imitującą zgniły mech wykładziną. Nie był to jednak dobry czas na budowanie uprzedzeń, więc szybko zapukałam w drzwi i nie czekając na zaproszenie, wparowałam do gabinetu.
    
    Moim oczom ukazały się dwie znudzone lekarki. Jedna młoda i wyraźnie niezadowolona bawiła się stetoskopem. Starsza natomiast przeglądała czasopismo z jakimiś modowymi trendami. Obrzuciły trzymany ...