-
Pociąg (I)
Data: 10.01.2024, Kategorie: pociąg, pończochy, studenci, rozkazy, Autor: historyczka
... potwierdzicie?! - Tak, tak… - Zgodnie obaj zamruczeli, jakby zazdroszcząc starszemu mężczyźnie, że ma odwagę zagadać tak atrakcyjną kobietę. - Oj, chłopaki, chłopaki, jak ja bym był w waszym wieku i na waszym miejscu, to już dawno bym się wypytał panią nauczycielkę czy ma narzeczonego, a jak nie, to już bym był z nią umówiony na kawę! Marta ucieszyła się, że rozmowa skręca w takim właśnie kierunku. Natomiast studenci zrugani przez urzędnika, patrzyli na niego spode łba. Wyższy odgryzł się. - A to z pana Casanova. Już tak na pewno pani… by się z nim umówiła… - Marta… mam na imię Marta. – Uśmiechając się, wtrąciła historyczka, jakby chcąc rozładować atmosferę. – A już tak idąc tropem pytań… Nie… nie mam narzeczonego… - Uuuuu! – Ucieszył się wyraźnie Tadeusz. – No to już… umawiajcie się młodziki z panią Martą na kawkę! Studenci również wyglądali na ucieszonych informacją, że nauczycielka jest „panną do wzięcia”. Tym razem odezwał się niższy i nieśmiały: - A gdzież to taka elegancka i dojrzała dama, profesorka, co jeździ na naukowe konferencje, chciałaby się umawiać z takimi gówniarzami jak my… Tadeusza jakby ktoś dzióbnął. - No masz! Wzniósł oczy ku sufitowi i dodał: - Pani Marto… Widzi pani, co za młodzież. Zakompleksiona. Nadzieja w pani! Niech pani jej doda ducha. Marta załopotała rzęsami. - Ależ tak... W żadnym wypadku nie uważam panów za gówniarzy... - uśmiechnęła się kokieteryjnie - i nie znalazłabym powodu, dla ...
... którego miałabym nie umówić się na kawę - zakończyła jeszcze szerszym uśmiechem. Tadeusz tryumfował. - Albo i kolację pewnie... Marta to podchwyciła. - Ależ dlaczego i nie na kolację...? Wyobraziła sobie wytworną knajpę, świece i siebie w eleganckiej "małej, czarnej", jak siedzi przy stoliku na wprost nieśmiałego studenta. Tadeusz zaś szedł za ciosem. - A może i na kolację ze śniadaniem, ha ha! "A to cham!" - Pomyślała nauczycielka, zniesmaczona żartem. - "Sprośny urzędas z ciebie, stary tryku." Skrzywiła usta w niesmaku, udając oburzenie porządnej kobiety. Już chciała powiedzieć - No wie pan? Jak pan może tak żartować sobie?! - Gdy pomyslała - "A właściwie, to czemu nie pójść tym tropem? A niech się nakręcają i te szczyle i ten stary pryk." - Cóż... niewykluczone... że byłaby to kolacja ze śniadaniem... Obserwowała ich. Miny mówiły wsztstko. Jakby wyobrazili sobie poranek po tej kolacji i nauczycielkę w jakiejś seksownej koszulce, a może nawet nagą, solidnie wymęczoną po nocy ze studenciakiem... "Nie ma to jak wyobraźnia... chętnie wam jeszcze na niej poigram..." - No to dziadek pojechał... - szepnął niższy student, Mariusz, koledze do ucha. - Ale ta laska to niezła cycadella, w seksi miniówie... nic dziwnego, że staruszek się ślini. Do Marty doleciały strzępy słów - "cycadella", "seksi miniówie" - więc wiedziała, że to o niej. Znów wypięła biust do przodu i przygładziła materiał spódniczki. "A jednak spodobały wam się gnojki moje ...