-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... się tak nie mądruj, tylko naucz się pić. Co tak siorbiesz, co? Pij jak człowiek, a nie siorb. Nic tylko siorbiesz, ciamkasz jak jaka świnia. – Ty się lepiej trzymaj z dala od dziada – gospodarz zamyśla się chwilę nad czymś i kręci głową z niedowierzaniem. – Dziad wędrowny – uśmiecha się pod nosem. – Toć każdy dziad wędruje, nie? Dziady domów nie mają, to muszą wędrować. Po cholerę mówić, że wędrowny. Wystarczy dziad powiedzieć i wiadomo, co i jak. To jakby powiedzieć, że widziałaś psa na czterech łapach... – Patrzcie no tylko, jak to się rozgadał. Filozof wiejski spod Kopydłowego lasu – wpada mu w słowo, machając ścierką w powietrzu. – Wodzionka zaraz będzie, to se gębę wypchasz i przestaniesz się mądrować. Dziadem mnie tu będzie straszył – kobieta brzęka talerzami, – a sam nie lepszy od dziada. Jak nie dzwoni, to ciamka, a jak mu się znudzi, to się za pouczanie bierze... Wiesiek rezygnuje z dalszej konwersacji. Macha ręką na żonę, oczywiście czysto symbolicznie, w myślach. Sięga po drewnianą fifkę, wyjmuje z papierośnicy skręcony własnoręcznie papieros, wciska go do fifki i zapala. Siwy dym zbiera się nad stołem niczym chmura burzowa. Ma dokładnie taki sam kolor jak niebo za oknem. Mężczyzna obserwuje, jak dym kłębi się, miesza z powietrzem i unosi powoli pod sufit. * Pogoda się stabilizuje. Wiatr cichnie, a na niebie pojawia się słońce. Janina ustawia cukier na półkach, a kiedy już kończy, łapie się za miotłę. Sierpce, to mała kolonia. Jest tutaj dziesięć ...
... gospodarstw, a do najbliższej wsi mają osiem kilometrów. Wokół pola, lasy i pustka. Pół roku temu Józek, jej mąż, wpadł na pomysł, żeby założyć malutki sklep. Wykorzystali duży murowany ganek. Nawet pocztę można tu nadać. Listonosz raz na tydzień zagląda, jak się komuś nie spieszy, wygodniej zostawić list w sklepie, niż jechać do wsi. Kobieta właśnie kończy zamiatać, kiedy do środka wchodzi Hanka. Janina odkłada miotłę, idzie za ladę i pogania koleżankę. – Właź prędko, bo wiatr za tobą lezie jak bezpański pies. – Co tam słychać ciekawego? – kobieta wydmuchuje nos w chusteczkę, mnie ją i chowa do kieszeni kurtki. – A po staremu wszystko. Co ci trzeba? – Daj mi kilo mąki, tylko tej pszennej, ze trzy pomidory, paczkę ryżu i dwie marchewki. Ekspedientka zbiera z półek towar i kładzie na ladzie. Marchewki i pomidory waży. Pakuje wszystko do reklamówki i stukając długopisem w ladę, zerka na klientkę. – To będzie osiem dziewięćdziesiąt sześć. – A słyszałaś – kobieta sięga po portmonetkę – że podobno jakiś dziad siedzi w starym młynie, pod Kopydłowym lasem? – Tego jeszcze nie słyszałam. – Ponoć to uzdrowiciel – Hanka ścisza głos. – E, wiejskie gadanie. A uzdrowił już kogo? – Janina jest z natury nieufna. – No nie, chyba nie. Dopiero się pojawił. Zeszłej nocy, ale ludzie gadają... – Pewnie taki z niego uzdrowiciel jak z mojego starego magister. Kobiety wybuchają śmiechem. Klientka płaci, wsypuje resztę miedziaków do portmonetki i chowa ją do ...