1. S jak Sierpce


    Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black

    ... reklamówki. Żegna się z koleżanką i wychodzi na mróz. W sklepie zalega cisza. Słychać tylko tykanie zegara. Janina zaczyna się zastanawiać nad tym, co powiedziała jej Hanka. Kobieta od lat cierpi na reumatyzm. Gdyby w tej plotce było choćby ziarnko prawdy. Szybko jednak porzuca tę myśl. Cudów nie było, nie ma i nie będzie.
    
    Skoro lekarz jej nie pomógł, to i dziad nie da rady. Na reumatyzm i komunistów nie ma mocnych. Jedno i drugie jak się już zalęgnie, żadną siłą nie ruszysz. Tak w ogóle, to zimno tu jak w psiarni. Józek sklep może i zrobił, ale pieca już nie wstawił. Ekspedientka wchodzi na chwilę do domu. Zaparza szybko wodę, zalewa herbatę i wraca do pracy. Od razu lepiej. Gorący płyn rozgrzewa ją od środka. Dzięki wełnianym rękawiczkom z obciętymi palcami może trzymać kubek w dłoniach. Rozgląda się dookoła i stwierdza, że przydałoby się tu wytynkować od środka. Nie lubi wpatrywać się godzinami w szare pustaki.
    
    Do sklepiku wchodzi mężczyzna. Nie poznaje go od razu ze względu na czapkę uszankę, którą ma wciśniętą głęboko na oczy. Gość chucha w dłonie i rozciera je, próbując przywrócić ciepło. Kiwa do sklepowej z uśmiechem. Od razu widać, że jest wstawiony.
    
    – Jak tam Jania, gdzie Józek.
    
    – Leon, nie poznałam cię. Coś się tak okutał, jakbyś na Syberii mieszkał?
    
    – Starość nie radość. Daj mie dwa wina owocowe.
    
    – Józek przy świniach chodzi, tam gdzie jego miejsce – śmieją się razem krótką chwilę. – Ale wina, twoja stara prosiła ci nie dawać.
    
    – A ja ci mówię, ...
    ... daj.
    
    – Podobno się awanturujesz po pijaku i szturchasz ją.
    
    – Pomyśl tylko, co by było, gdybym ją szturchnął na trzeźwo, co? Pewnie bym jej co złamał. A po pijaku i refleks nie ten i siła nie taka. Tak to już pan Bóg poukładał, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
    
    – Ty mi się tu lepiej panem Bogiem nie zasłaniaj.
    
    – Nie było tematu królowo, to daj mie dwa wina i znikam.
    
    – To może dam ci trzy, cobyś miał jeszcze gorszy refleks i mniej siły?
    
    – A to mnie szefowo zaskoczyłaś. Przyznaję... – Odbija mu się. – Od razu widać, że nie na darmo ty w sklepie siedzisz. Sam łeb masz jak sklep. – Śmieje się z własnego dowcipu.
    
    Butelki pobrzękują, kiedy sklepowa stawia je na ladzie. Leon wysypuje drobne, Janina liczy szybko i zerka na klienta.
    
    – Ale tu brakuje.
    
    – No tak... to możliwe, dlatego ja po dwa wina przyszłem, nie po trzy.
    
    – Masz na trzy albo nie masz?
    
    – Mam na dwa.
    
    – W takim razie – sklepowa odlicza kwotę za dwa wina – dostaniesz dwa.
    
    – To się dzisiaj mojej starej oberwie – spogląda na kobietę – przez ciebie Jania, boś smaka narobiła na trzy wina, ale koniec końców dajesz dwa. Może choć na zeszyt dasz?
    
    – Na zeszyt, to cię może milicjant wpisać.
    
    – To ty jeszcze nie wiesz? – Mężczyzna robi wielkie oczy i pociera brodę, na której ma kilkudniowy zarost.
    
    – Co takiego?
    
    – Toć milicji już dawno nie ma.
    
    – Leon, ty się prosisz i w końcu się doigrasz.
    
    Leon podnosi ręce w geście obrony.
    
    – Wiesz co? – Kobieta właśnie podjęła ...
«1234...39»