-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... zadzierają głowy, chcąc zobaczyć, dlaczego trumna leży na śniegu. Tymczasem koledzy zastanawiają się, co można zrobić. – Może końmi ją... – proponuje Rysiek. Próbują tradycyjnie. Do trumny podchodzi ośmiu mężczyzn, ale nie mogą jej oderwać wyżej niż centymetr nad ziemię. Wszyscy kręcą głowami zaskoczeni i przestraszeni. Genek biegnie do szopy i wraca z parcianymi pasami. Oplatają nimi trumnę i przywiązują pasy do wozu. Anka stoi przerażona wśród ludzi. Wszyscy są skupieni. Kiedy konie stają dęba, a trumna nawet nie drgnie, w tłumie rozlega się głośne westchnięcie i ludzie kreślą na piersiach znak krzyża. – Nieboszczka nie chce odejść – rzuca ktoś z tłumu i nagle wszyscy zaczynają mówić, jeden przez drugiego. Ksiądz drepcze w śniegu, nie wiadomo czy zmarzły mu stopy, czy nogi same chcą go nieść na plebanię, choćby pieszo. I pomyśleć, że gdyby nie fakt, że proboszcz się przeziębił, w ogóle by go tu nie było. Niespodziewanie na drodze pojawia się dziad. Mężczyzna w czarnym garniturze, kapeluszu i w rozpiętym płaszczu góruje nad wszystkimi. Pewnym, niespiesznym krokiem podchodzi do trumny. Ludzie ustępują mu miejsca. Przybysz zerka na wdowca, później na całą resztę. Wokół panuje kompletna cisza. – Otwórzcie trumnę – rzuca głosem nieznoszącym sprzeciwu. – A ktoś ty? – Genek podchodzi do nieznajomego. – To ten dziad, co to mieszka we młynie – rzuca ktoś z tłumu i rozlegają się głośne szepty. Wiesiek obserwuje przybysza, a w jego głowie rodzi się pomysł. ...
... To jest doskonała okazja. Wycofuje się niepostrzeżenie i powoli oddala od zbiegowiska. Idzie w stronę swojego gospodarstwa oglądając się cały czas przez ramię czy ktoś zwrócił na niego uwagę. Wszyscy są zaaferowani trumną, której nie można podnieść, no i dziadem, który chce do niej zajrzeć. Wreszcie mężczyzna zaczyna biec. – Otwórzcie trumnę, powiadam. Genek po chwili wahania odkręca wieko i razem z Ryśkiem otwierają trumnę. Kilkanaście osób zbliża się, choć stawiają ostrożnie kroki, jakby się spodziewali, że zmarła wyjdzie z trumny i rzuci się na nich. Napięcie rośnie, tymczasem mężczyzna klęka przy nieboszczce, kładzie dłoń na jej dłoniach i pochyla się nad nią, ściągając z głowy kapelusz, którym zasłania się przed gapiami. Szepcze jej coś do ucha. Wśród ludzi rozlega się szmer. Genek zerka na księdza, ksiądz na dziada, a ten nie zwraca uwagi na nikogo poza ciałem Teresy. Po chwili nieznajomy podnosi się i prosi, żeby zamknięto trumnę, co zostaje wykonane błyskawicznie i z uczuciem ulgi. Dziad nie mówi nic, tylko daje znak mężczyznom, żeby załadowali trumnę na wóz. Tym razem bez żadnych problemów udaje im się położyć nieboszczkę na wozie. – Może chciałby pan uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej? – wikary patrzy niemal błagalnym wzrokiem na nieznajomego mężczyznę, który, choć budzi w nim odrazę i irracjonalny lęk, wydaje się jednocześnie jedynym zabezpieczeniem przed... przed zmarłą. Kleryk nie wierzy, że o tym pomyślał. – Niech i tak będzie – kondukt żałobny ...