1. S jak Sierpce


    Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black

    ... palce są tak sztywne, że nie może ich ruszyć.
    
    – Dziwne – ksiądz mruczy pod nosem. – Nie da się ruszyć jej palców...
    
    – Może ona nie chce różańca, dobrodzieju? – Rysiek zerka nerwowo na trupa, potem na księdza, a na końcu na swoich kolegów. Czuje, że na czole występuje mu pot.
    
    – Bzdura – ksiądz obrusza się i z jeszcze większą energią próbuje rozchylić zimne palce, kiedy nagle – o Kurwa!
    
    Ksiądz odskakuje od trumny jak oparzony. Jest blady jak ściana.
    
    – Przepraszam najmocniej – kapłan czuje się zmieszany i zawstydzony.
    
    – Nic nie szkodzi dobrodzieju.
    
    – Wydawało mi się, że mnie smyrgnęła.
    
    – Smyrgnęła księdza? – Rysiek nie patrzy na duchownego, tylko na Genka i Wieśka.
    
    – Palcem, jakby... smyrgnęła mnie, jak Boga kocham.
    
    Wszyscy zbliżają się do trumny. Środkowy palec Teresy jest wyprostowany.
    
    – A to nic... – Genek chaotycznie szuka racjonalnego wyjaśnienia. – To takie... stężenie jest... pośmiertne.
    
    – Takie stężenie? – Ksiądz patrzy na wyprostowany palec.
    
    – No tak... to u mnie w rodzinie normalne... – gospodarz wymienia spojrzenie z kolegami.
    
    – Tak... – Rysiek stara się zabrzmieć jak najbardziej swobodnie. – To już się u nich zdarzało, proszę księdza.
    
    Duchowny nie wydaje się przekonany, ale ostatecznie zostawiają różaniec, tak jak leżał. Modlą się wspólnie, choć mężczyźni za nic nie mogą skupić się na słowach. Ciągle zerkają na siebie, łypią zalęknionym wzrokiem na trumnę i dyskretnie podpatrują księdza, który właśnie wyjmuje kropidło i ...
    ... spryskuje zmarłą. W tym momencie po izbie rozchodzi się taki smród, że wszystkim zbiera się na wymioty. Czuć tutaj ludzkim gównem, zgniłymi ziemniakami i siarką. Wszyscy odsuwają się od trumny.
    
    – Na litość Boską – wikary zatyka nos. – Co tak śmierdzi...
    
    Mężczyźni krztuszą się, nie potrafią nic powiedzieć.
    
    – To chyba ze dworu... – Wiesiek zerka na Genka, szukając u niego pomocy.
    
    – No tak, niesie się od chlewika – przyznaje gospodarz. – Proszę księdza, może byśmy ją już zabrali do kaplicy, co?
    
    – Właśnie... – Genek urywa, ponieważ odór ścisnął go za gardło. – Nie godzi się, żeby nieboszczka w takim smrodzie leżała... – przez chwilę ma wrażenie, że zwymiotuje.
    
    Ksiądz przygląda się zmarłej. Widać na jego twarzy konsternację, zdziwienie i lęk. Po chwili przytakuje.
    
    – Macie rację, a nie wolelibyście jej od razu... no wiecie... na cmentarz?
    
    – Pewnie – rzucają jednym głosem pozostali.
    
    – No tak, bardzo dobrze... w takim razie panowie, nie traćmy czasu.
    
    Mężczyźni zakładają wieko trumny, skręcają ją i podnoszą. Ostrożnie wychodzą z domu. Z każdym kolejnym krokiem, trumna staje się coraz cięższa. Ledwie wychodzą przez furtkę, gdzie czeka wóz z końmi, trumna jest tak ciężka, że w ostatniej chwili ją opuszczają na śnieg.
    
    – Chryste Panie, ile ona waży? – Wacław rozmasowuje obolały bark.
    
    – Nie bluźnij synu – upomina go ksiądz. – Mimo wszystko, nie bluźnij.
    
    Na ulicy zbierają się mieszkańcy. Mróz szczypie, śnieg skrzypi pod ich nogami. Ludzie z ciekawością ...
«12...343536...39»