-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... rusza przez wioskę, kierując się na pole, gdzie znajduje się malutki cmentarz. * Tymczasem Wiesiek biegnie do starego młyna pod Kopydłowym lasem. W ręce ściska kanister z benzyną. Kiedy dociera na miejsce, jest zdyszany, pali go w płucach, ale jest szczęśliwy. Doskonale wie, że jego żona wymyka się do młyna jakby była na usługach tego starego dziada. Nie doczekanie. Już on pogoni stąd przybłędę. Zaczyna rozlewać benzynę wewnątrz młyna. Polewa ściany, łóżko i szafę. Rozlewa na podłogę i zauważa drewnianą skrzynię. Otwiera ją i wlewa do środka paliwo, które gryzie go w oczy. Wiesiek rzuca zapałkę, a ogień błyskawicznie rozpełza się we wszystkie strony. Mężczyzna wycofuje się pod drzwi, ale wciąż nie może oderwać wzroku od widowiska. Zachłanny ogień szybko dociera do skrzyni, pożera ją wściekle, aż coś w środku strzela, jakby pękło szkło. Nie ważne, co trzymał tam, ten stary czort. Nie będą mu grali na nosie. – Ja, żem nie jest głupi, wy bezbożnicy! – krzyczy w pustej izbie i wycofuje się na zewnątrz. Tutaj żar jest nie do zniesienia. Mężczyzna jest szczęśliwy. Teraz dziad musi się stąd zbierać. Nie ma tu dla niego miejsca. Czuje lekkie wyrzuty sumienia, że urwał się z pogrzebu, ale czasami są ważniejsze rzeczy niż śmierć. Na przykład spalenie starego młyna i pogonienie dziada. * Ludzie wracający z pogrzebu, który na szczęście odbył się bez dalszych incydentów, dostrzegają łunę ognia. Wszyscy patrzą w tamtą stronę. Szturchają jeden drugiego. – To pod ...
... Kopydłowym lasem – rzuca ktoś z żałobników. – Stary młyn się pali – zauważa ktoś inny. Oczy niektórych zebranych kierują się w stronę dziada, ale ten oddala się już w przeciwnym kierunku do pożaru. Idzie powoli, wyprostowany, jego sylwetka majaczy na tle białego śniegu. Jest jak czarna plamka oddalająca się coraz bardziej. Wygląda na to, że zmierza w stronę wsi. Jednak nagle się zatrzymuje. Wszyscy obserwują go z chorobliwą ciekawością. Tymczasem dziad unosi ręce w stronę pól i macha nimi, kreśli w powietrzu jakieś znaki. – Co on robi? – nie wiadomo do kogo Genek kieruje to pytanie. – Cholera go wie. Może rzuca jakąś klątwę na nasze pola? – Rysiek drapie się po głowie. Ostatecznie dziad rusza przed siebie, a pozostali na cmentarzu ludzie, kierują się do swoich gospodarstw. Janina podchodzi do Genka i Anki. Wyciąga z kieszeni kopertę. Wszyscy brną w śniegu w milczeniu. Kobieta odchrząkuje, chcąc zwrócić na siebie uwagę. – To nie najlepsza pora, wiem. Listonosz to dzisiaj rano zostawił – wciska kopertę dziewczynie, po czym przyspiesza kroku. W domu Genek siada ciężko na taborecie w kuchni. Synowa siedzi po drugiej stronie stołu i czyta list. Jej oczy biegają po kartce papieru, tam i z powrotem. Jej twarz staje się czerwona, za chwilę blednie, a potem robi się sina i od nowa czerwona. Ręce zaczynają się jej trząść. – To kurwi syn jeden, zatracony – rzuca nagle. – Co się stało? – Genek podnosi na nią wzrok. – Znalazł jakąś babę i wyjechali razem do ...