-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... Anglii. – Nie może być, mój synek? – mężczyzna zrywa się na równe nogi. – Ano twój synek, twój synek. Genek przez chwilę milczy. Nie może ukrywać, że choć jest zaskoczony tą wiadomością, czuje swoistą ulgą. Ankę już od jakiegoś czasu traktuje jak swoją. I tak być powinno. Dobrze im razem. – Ja się tobą zajmę, krzywda ci się przy mnie nie stanie. * Wacław wrócił ze wsi. Ksiądz się z nim nawet nie pożegnał. Teraz stojąc w swoim domu, ma uczucie pustki. Schodzi do piwnicy i siada na pryczy. Patrzy na leżące łańcuchy i przełyka ślinę. Po co się w niej zakochał? W potworze, który zjada ludzi? Kładzie się na posłaniu i przywołuje w pamięci obraz ukochanej. Może trza było ją tutaj jeszcze potrzymać, nacieszy się? Nagle do środka wchodzi kobieta. Gospodarz zrywa się i siada na krawędzi łóżka. Przeciera oczy, przecież to ona. W dodatku w sukience, którą przywiózł jej ze wsi. Kobieta patrzy na niego w milczeniu, ma nieodgadniony wyraz twarzy. Cisza aż dzwoni w uszach. – Uwolniłem cię, czego jeszcze chcesz? – Pomyślałam sobie... – podchodzi bliżej. – W sumie dobrze karmisz... – siada obok niego na pryczy. – Ładną kieckę wybrałeś – szturcha go w ramię – i bieliznę też. Trochę się przy mnie wyrobiłeś... nie sądzisz? Mężczyzna wie, o co jej chodzi i czerwieni się. – Mogłabym zostać na jakiś czas... gdybyś poprosił... – Proszę. Uśmiechają się do siebie. – Tylko, nie wolno jeść ludzi. – Postaram się, a teraz przyniesiesz jakiegoś kuraka? ...
... Zgłodniałam nieco... – Może razem coś złapiemy? Kobieta przytakuje, chwytają się za ręce jak nastolatki i wybiegają z piwnicy. Przez moment mężczyzna myśli o swoich kolegach. Nie będą zachwyceni, ale co robić? Muszą się z tym pogodzić. Innego wyjścia nie ma. * Za oknem wstaje nowy dzień. Niebo jest jeszcze mocno sine, słońce majaczy gdzieś za chmurami. W kuchni syczy czajnik, w którym gotuje się woda. Jest ciepło i przyjemnie, choć Gabrysia nie ma humoru. Znowu ją przydusiło. Astma wróciła jak zły szeląg. Czuje się rozdrażniona. Zalewa herbatę dla męża, który siedzi przy stole i pali papierosa. – I co tak kopcisz, jak jaka lokomotywa, co? Po co tak kopcić kopciuchu jeden. Herbaty się napij. Wiesiek słysząc jej gderliwy głos, wydaje się szczęśliwy. Wszystko wróciło na utarte tory. Tak było wcześniej i tak jest teraz. Dobrze, że wszystko wróciło do normy. Bierze szklankę, słodzi i zaczyna mieszać. – I co tak dzwonisz? Co ty, kościelny jesteś, żeby tak dzwonić? Po co, to tak dzwonić, jak na kolędę? * Janina stoi za ladą. Siedzi na taborecie i wpatruje się w nieotynkowane ściany. Będzie musiała porozmawiać z mężem, żeby je otynkował. Nie lubi patrzeć na szare pustaki. W ogóle jest rozdrażniona i zła. Nad ranem rwało ją jak jasna cholera. I pomyśleć, że dała się nabrać na jakiegoś dziada. Szarlatan zatracony, jak się jeszcze, jaki we wsi pokaże, to już ona pierwsza go pogoni w diabły. Cholerny świat. Po raz kolejny dochodzi do wniosku, że reumatyzm jest jak ...