1. Lekcja erotyki


    Data: 06.02.2024, Kategorie: pocałunek, amator, erotyka, randka, przygoda, Autor: Dorian Hill

    ... głębokiej relaksacji.
    
    Dryfowaliśmy w bezmiarze ekstazy. Seksualnym transie. Bezgranicznym błogostanie.
    
    Wyjątkowość podróży stanowiła jej kulminacja. Istny huragan rozkoszy.
    
    Stan, który odczuwałem, cechował się niesamowitością doznań. Wybuchem nadzwyczajnych kolorów. Echem wspaniałych dźwięków. Rytmem naszych serc.
    
    Szczytowałem. Szczytowałem długo. Intensywnie. Cały.
    
    Orgazm, którego doświadczałem, ujarzmiał moje ciało, poskramiał duszę. Penetrował granice możliwości mojego Ja. Dojrzewał we mnie przy akompaniamencie niekontrolowanych jęków.
    
    Czułem naprężające się ciało Marty. Dochodziła wraz ze mną.
    
    Idealnym dopełnieniem całości stał się wspólny, niekończący się orgazm. Zatańczył swój ostatni taniec w pełnym ekspresji, wyrazistym a zarazem delikatnym i subtelnym spektaklu kochanków.
    
    - Dlatego się nie śmiałam. Ja wiedziałam - szepnęła.
    
    Położyłem się obok niej, objąłem ramieniem i przytuliłem. Zasnęliśmy, zahibernowani transformacją instynktownych, seksualnych popędów.
    
    Całkowitym zjednoczeniem.
    
    Obudziłem się pierwszy. Nadal byliśmy wtuleni w siebie. Marta wyglądała bardzo niewinnie. Oddychała płytko i miarowo. Dłuższą chwilę wpatrywałem się w nią.
    
    Moja definicja idealnej kobiety pasowała do Marty. Przede wszystkim czarowała jak spała. Delikatne brwi perfekcyjnie komponowały się z dużymi, bursztynowymi oczami i gęstymi rzęsami. W dobie sztuczności żmudnie wyrzeźbiony, uroczy, zadarty nosek oraz małe, wąskie usta wygrywały swoją oryginalnością i ...
    ... naturą. A lekko zaczerwienione uszy proporcjonalne spajały całość, która już tylko była przyprawiona różnokolorowymi pieprzykami wielkości świeżego, zmielonego pieprzu.
    
    Jej miarowy oddech zarówno usypiał mnie, jak i uspakajał.
    
    Zamknąłem oczy i cofnąłem się do dnia, gdy poznałem Martę.
    
    Przeszłość nie istnieje. Jest tylko zapis w mojej głowie, w formie wielozmysłowych wspomnień. Czasami marnuję swoje życie na skupianiu swojej uwagi na taśmie, na której zapisane są traumatyczne wydarzenia.
    
    Unikam wszelkich imprez pracowniczych, wyjazdów integracyjnych, kilkudniowych szkoleń, konferencji, wykładów. Praca dla mnie jest tylko pracą. Już dawno odciąłem od niej emocjonalną pępowinę. Jeżeli ktoś wierzy w przyjaźń czy koleżeństwo w pracy, wystarczy poczekać na większy „kryzys", obnażający prawdziwe oblicze ludzi. Z nor wychodzą neurotycy, cholerycy, wszelkiej maści socjopaci, psychopaci, paranoicy.
    
    Unikam ludzi. Czuję lęk przed rozmową z nimi, przed ich wzrokiem, zapachem, a przede wszystkim przed ich dotykiem. Zdaję sobie sprawę, że zamykanie się w czterech ścianach do niczego konstruktywnego nie prowadzi. Wręcz przeciwnie. Dochodzi do tego jeszcze zaufanie. Myśl o zaufaniu komukolwiek, kaleczy mój umysł.
    
    W celu reperacji zdemolowanej psychiki i zminimalizowania obrażeń, jakich doznałem w życiu, postanowiłem poddać się autoterapii. Wierzyłem, że wyrzucenie z siebie powstałego bólu, chociaż w małym stopniu pomoże mi w powrocie do zdrowia. I tak po raz pierwszy od lat ...
«12...678...»