-
Lekcja erotyki
Data: 06.02.2024, Kategorie: pocałunek, amator, erotyka, randka, przygoda, Autor: Dorian Hill
... zdecydowałem się na daleki wyjazd na siedmiodniową konferencję. Zgodziłem się, ponieważ konferencja odbywała się daleko od mojego miejsca zamieszkania a siedem dni z dala od nudnej pracy, tych samych ludzi oraz codziennego Dnia Świstaka, miały mi pomóc odpocząć. O wyjeździe dowiedziałem się w sobotni wieczór. Miałem pojechać do Krakowa. Osoba z pracy, która miała jechać, dziwnym trafem rozchorowała się, a że nie było to weekendowe SPA, na jej miejsce wybrano mnie. Wyjazd w poniedziałek Intercity Piast. Start 11:51 z Poznania, przyjazd do Krakowa o godzinie 17:15. Niedzielę spędziłem na pakowaniu oraz mentalnie przygotowywaniu się na podróż. Na dworcu w poniedziałek zjawiłem się pół godziny przed czasem. Po przyjeździe pociągu ruszyłem szukać swojego miejsca przy oknie, odwrotnie do kierunku jazdy pociągu, w przedziale. Idąc korytarzem, modliłem się w duchu, aby przedział nie był za bardzo zapełniony z racji na mój stan psychiczny. Góra dwie osoby, trzy. Najlepiej jakby spały. Nic nie mówiły. Jest. Numer 16, okno, nikogo obok, trzy osoby. Widok dwóch śniętych gości przy wejściu, siedzących naprzeciwko siebie i śpiącej dziewczyny na wprost mojego miejsca, złagodzimy mój lęk. Jeszcze tylko umieszczenie bagażu na wolnym miejscu i mogłem usiąść. Myśli, oddech, czucie zostały dosłownie zatrzymane w ułamku jednej sekundy widoku. Poczułem, jakbym dostał obuchem w głowę. Cała moja ważność skoncentrowała się na zamkniętych oczach, długich rzęsach, filigranowym ...
... nosku, małych usteczkach, rozpuszczonych i gęstych, szatynowych włosach. Miała na sobie białą koszulkę, spodnie dresowe, sportowe buty i słuchawki na uszach. Jej subtelny ubiór idealnie komponował się z jej eteryczną urodą. Sylwetka pozbawiona cech wulgarności urzekała swoją naturalnością. W jej wyglądzie nie było żadnego przekłamania. Pociąg ruszył dość głośno i obudził dziewczynę. Przeciągając się, spojrzała na mnie zaspanymi oczami, paraliżując każde z dziesięciu bilionów moich komórek. Anielskie objawienie piękna. Perfekcyjne dzieło Boga. Zapomniałem wtedy siebie. Imienia, nazwiska, wyglądu. Chemiczne ogłupienie. Gdy sięgnęła po telefon schowany w kurtce, na ziemię upadła jej pusta butelka po wypitym napoju. - Pani pozwoli, że podniosę? – zapytałem z uśmiechem, starając się być jak najbardziej ujmujący. - Dziękuję - powiedziała, uśmiechając się do mnie. Jej uśmiech przywołał zdanie, które wyrecytowałem w myślach: „Złapałem twój uśmiech, więc przyjdź myślami, po jego czar i zostań nimi we mnie". Nic sensownego nie przychodziło mi do głowy: - Proszę - wymamrotałem. - Dokąd jedziesz? - zapytała bezpośrednio. - Na konferencję do Krakowa. - Jaką? - Nudną. Na całe siedem dni – odpowiedziałem. - Przepraszam za swoje impertynenckie zachowanie. Mam na imię Fryderyk. Fryderyk Weles. - Nie przepraszaj - uśmiechnęła się. - A jaki jest cel pani podróży, pani..? - zapytałem. - Kraków. Sprawy prywatne. Mam na imię Marta - spoważniała. - ...