...czyli punkt widzenia zależy od punktu…
Data: 18.02.2024,
Kategorie:
bdsm
Brutalny sex
Lesbijki
Autor: Agnessa Novvak
... ostatecznej tym razem – samozagłady, los postawił na mojej drodze Roksanę. Już nawet nie pamiętałam kto, jak i dlaczego mnie z nią skontaktował, ale twierdził, że właśnie ona mi pomoże. Jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało… Wahałam się dość długo, zwłaszcza że nigdy nie miałam do czynienia z komercyjną dominą, lecz ostatecznie podjęłam decyzję. Nie mając jeszcze wtedy pojęcia, że teoretycznie wyrachowana, zimna profesjonalistka okaże się jedyną, która naprawdę mnie rozumie.
Podniosłam się ostrożnie i przyklękłam na drżących kolanach obok fotela ojca. Wytarłam mu chusteczką zaczerwienione oczy i objęłam, przeczesując resztki włosów. Chciałam obiecać, że już nigdy nie będzie musiał przeze mnie płakać. Że się zmienię. Że znajdę sobie kogoś, kogo pokocham i kto pokocha mnie. Że…
– Co. Do. Kurwy. – rzuciłam w kierunku witrynki.
Zamrugałam, jakby chcąc się upewnić, czy dobrze widzę? Doskoczyłam do szklanych drzwiczek i wyjęłam zza nich fotografię młodej kobiety, młodego mężczyzny i bardzo młodego chłopczyka.
– Czy ja powiedziałam, kurwa, niewyraźnie, że tego gówna ma tu nie być!? – wydarłam się jak wściekła. – Wypierdalaj mi z tym! Ale, kurwa, już! Jak jeszcze raz to zobaczę, słowo daję, że, kurwa, zajebię! Ja pierdolę!
Bez namysłu otworzyłam okno i rzuciłam ramką dziesięć pięter w dół. Ostentacyjnie wyszłam do pokoju i zatrzasnęłam za sobą drzwi, nie przestając wyzywać.
– Sam se, kurwa, zamknij, jak ci zimno przeszkadza! – wrzasnęłam w stronę starego inwalidy. – Co ...
... za, kurwa, głupi stary, głupi chłop, głupi dzieciak, głupia Roksi…
Na samą myśl o niej przypomniałam sobie telefon, wciąż tkwiący w kieszeni płaszcza z wyłączonym dzwonkiem. Zdenerwowana odblokowałam ekran…
Jedno połączenie nieodebrane, drugie i dziesiąte.
Pierwsza wiadomość:
Kolejna:
Trzecia
Opadłam ciężko na łóżko i machinalnie zmarszczyłam brwi. Teraz to: „Katio, kochanie”! A wcześniej… W momencie zamarłam. Jak ona do mnie powiedziała? „Jekaterino”? Przełknęłam ślinę. Przecież nigdzie poza najbardziej oficjalnymi dokumentami nie posługiwałam się tym imieniem! Na co dzień dla wszystkich byłam Kasią, Kaśką, Kasieńką… ewentualnie Katiuszką, ale to raczej w złośliwych żartach w gronie najbliższych, o czym Roksana wiedzieć nie mogła. Strzał w ciemno na zasadzie „aha, Katia to pewnie zdrobnienie” też odpadał, bo przecież mogłam przedstawiać się w dowolny sposób: od Dżesiki po Karynę.
A jednak Roksana poznała, kim naprawdę jestem. Co gorsza, dowiedziała się nie tylko o Jekaterinie, ale także otczestwie, całkowicie przecież bezużytecznym w mojej nowej… jedynej ojczyźnie. Czyli musiała dotrzeć do mnie nie przez fejsa, insta czy nawet podpytując innych klimatycznych. Dokopała się znacznie, znacznie głębiej.
Zrobiło mi się zimno. Tym razem nie z powodu śnieżycy za oknem.
Budziłam się parokrotnie, za każdym razem sprawdzając telefon, jednak żadne nowe powiadomienie już się nie pojawiło. Podobnie przez całą resztę dnia. I następnego. Z każdą mijającą godziną ...