...czyli punkt widzenia zależy od punktu…
Data: 18.02.2024,
Kategorie:
bdsm
Brutalny sex
Lesbijki
Autor: Agnessa Novvak
... coraz bardziej pragnęłam zadzwonić do Roksany i wybłagać drugą szansę. Tylko co z tego, skoro nie mogłam zdobyć się nawet na napisanie smsa? Marzyłam, by znów wtulić się w jej ramiona nie tylko jako uległa, ale jak sama powiedziała: kobieta. I jednocześnie ogromnie się tego bałam. Ostatecznie doszłam do wniosku, że… do niczego nie doszłam. Nawet nie dopełzłam. Byłam za to coraz bardziej roztrzęsiona, skołowana i po prostu głupia.
Wróciłam do domu nieco później niż zwykle i już w progu poczułam, że coś się zmieniło. Przez zapach wyłożonej powycieraną boazerią sieni, zadeptanej na śmierć wykładziny oraz wczorajszego prania przebijał się aromat kawy i czegoś przyjemnie słodkiego. Czyżby sąsiadka przyszła z wizytą?
Ojciec pochylał się skupiony bez reszty nad porysowaną szachownicą, sąsiadującą z talerzem pełnym rogalików. Szybko przeanalizowałam skomplikowany układ figur, świadczący o niespotykanej biegłości graczy – jedna strona atakowała śmiałym, acz mocno ryzykownym otwarciem Marianczellowa, druga zaś postawiła na konsekwentną defensywę Stokfiszoskiego. Zapowiadała się przednia partia!
Otrząsnęłam się błyskawicznie z tych głupot i przeniosłam wzrok na siedzącą do mnie tyłem przeciwniczkę. Co ciekawe, nie zastanowiło mnie, czemu przyszła bez zapowiedzi, ani przede wszystkim skąd – do ciężkiej cholery, kurwy nędzy i samego pierdolonego diaboła rogatego – znała nie tylko moje dane osobowe, ale także adres. Za to jedna informacja nie dawała mi spokoju:
– Umiesz ...
... grać w szachy? – wypaliłam.
Musiała zdawać sobie już wcześniej sprawę, że weszłam do pokoju, lecz odwróciła się dopiero na dźwięk głosu. Powolutku, dostojnie i uśmiechając się szeroko, jakbyśmy były najlepsiejszymi przyjaciółeczkami.
– Umiem, moja droga! – odpowiedziała uprzejmie. – Ty za to masz chyba jakiś problem z telefonem, bo nie odpowiedziałaś na moje wiadomości. Ale o tym jeszcze podyskutujemy... Na razie bądź tak uprzejma i daj nam parę minut, by skończyć grę. Rozmowę zresztą też. Nawet nie wiesz, ile mamy wspólnych tematów! – Mrugnęła znacząco.
Nie miałam pojęcia, co robić. Nie mogłam przecież zacząć awantury przy ojcu, o przymilaniu się nie wspominając. Ostatecznie postąpiłam jakby nigdy nic – zmieniłam ciuchy, nalałam kawy z dzbanka i zaczekałam na finał rozgrywki, pogryzając słodkości. Starając się równocześnie najwyższym wysiłkiem zachować spokój, mimo że telepało mnie z nerwów. Ojciec ostatecznie wygrał, choć nie wiem, czy Roksana w pewnej chwili celowo mu się nie podłożyła nic niedającym gambitem. Niemniej zwycięzca wylewnie podziękował pokonanej oraz zasugerował, byśmy obie poszły do mnie i „spokojnie sobie wszystko wyjaśniły”.
Przysiadłam na krawędzi łóżka, garbiąc się jak złapana na nieprzygotowaniu uczennica naprzeciwko pewnej siebie, rozpartej wygodnie w fotelu belferki. Dopiero po pewnym czasie udało mi się opanować stres na tyle, by przestać odpowiadać półsłówkami. Zwłaszcza że miałyśmy aż nadto spraw do przedyskutowania: od w gruncie rzeczy ...