-
Po śnie
Data: 22.02.2024, Kategorie: żołnierz, namiętność, niezgoda, walka, Autor: KALIOPE
... ale nie mogę zarzucić sobie, że jestem marionetką w rękach kogoś innego. O nie! - Non stop sprawia pani problemy. – Chłodnym głosem przerwał moje rozmyślania. Postanowiłam nie odzywać się, bo wiedziałam, że i bez moich docinków jest nieźle wkurzony. – Jak nie romantyczne spacery, brak subordynacji w pracy, wieczne rozkojarzenie to jeszcze jest pani agresywna! – Mówił coraz głośniej. – Wydaje się pani, że to jest przedszkole? Nic nie odpowiedziałam, choć miałam na końcu języka świetną odpowiedź. Spokojnie, Wer. Weź parę głębokich oddechów przeponą i słuchaj dalej. Może mu w końcu się znudzi i puści cię wolno. - No, co... nagle straciła pani język? – odrzekł cicho. – Milczenie w niczym nie pomoże. Ostrzegam panią jeszcze raz, jeśli znów spróbuje pani złamać choć jeden przepis, albo znów kogoś pobić to nie ręczę za siebie. Rozumiemy się? – Wrzasnął, aż podskoczyłam. – Nie słyszę odpowiedzi. - Niech się pan wypcha. – No i tyle by było z mojej powściągliwości. Brawo! Chyba tama mu puściła, zawyrokowałam widząc wielką pulsującą żyłę na skroni. -... To znaczy wytrze. Właśnie, wytrze! – Zmieszał się. – Powiedziałam, aby się pan wytarł. Ma pan sos na brodzie. – To była prawda, trochę się ubrudził. - Niech pani nie odwraca kota ogonem. Wiem, co słyszałem. - A co pan takiego słyszał? – Zapytałam z udawanym zainteresowaniem. Matko, aby mnie tutaj nie zabił. - Ty... - Suko? To chciał pan powiedzieć? To byłby dziś drugi taki komplement. – Zamrugałam szybko, bo ...
... odwaga gdzieś zniknęła a pojawiła się gorycz. - Ależ nie. Oczywiście, że nie. Nigdy nie nazwałem tak kobiety, za kogo mnie pani uważa, Weroniko? – Zapytał groźnie. - Za mojego wroga. Pańskim zadaniem od samego początku była ochrona mnie i mojej wspólniczki. Zawiódł pan na całej linii. Nie mam panu nic więcej do powiedzenia. - O czym pani do diabła mówi? Pobiła pani dziś niewinnego chłopaka... - Niewinnego, tak? Wie pan, co?... Niech faktycznie się pan wypcha. - Weroniko! – krzyknął ponownie. - Proszę się zająć niewinnym chłoptasiem, który bezczelnie klepie kobiety po tyłku i nazywa je sukami. – Zatrzymałam się by nabrać powietrza. – I nie, nie prowokowałam nikogo moim zachowaniem, ani wyglądem. – Odpowiedziałam mu i wybiegłam z gabinetu. Nie miałam ochoty widzieć w jego oczach pogardy. Wołał mnie, ale nie chciałam słuchać tego, co miał mi do powiedzenia. Pewnie znowu by mnie czymś obarczył. To była głównie jego wina i tyle. Miałam rację, jego zadaniem było pilnowanie mnie a nie ciągłe rozkazy; i nakazy; i zakazy. Parszywy drań! Reszta tygodnia minęła mi bez żadnych kłopotów. Fields znikł i od pory naszej tysięcznej już kłótni nie widziałam go. Ten czas pozwolił mi dojść do siebie i z zimną głową spojrzeć na moje i jego zachowanie. Doszłam do wniosku, że nie chodziło wcale o te wszystkie „naruszenia”, my po prostu chcieliśmy się kłócić. W jego obecności nachodziła mnie ochota na mord i nie miało to nic wspólnego z jakimś konkretnym wydarzeniem. Ciągle ...