-
Po śnie
Data: 22.02.2024, Kategorie: żołnierz, namiętność, niezgoda, walka, Autor: KALIOPE
... pragnę... Znów zaczął całować moje usta, a ja byłam wniebowzięta. Oderwał się, po czym pocałował mnie za uchem a później zjeżdżał coraz niżej. W pewnej chwili objął moje piersi a ja wygięłam się by dotknął mnie mocniej. Zaśmiał się cicho i zsunął jedno z ramiączek a później drugie i odsłonił moje piersi. Popatrzył na nie z zachwytem i pocałował mnie pomiędzy nimi. Wtopił swoją twarz w moje jędrne krągłości. Poczułam jak pocałunkami wytycza szlak ku jednemu z sutków. Oddychałam patrząc w ciemne niebo i maksymalnie skupiając uwagę na jego ustach. Z niecierpliwością wyczekiwałam, aż obejmie nabrzmiałą pierś. W końcu nakrył sutek swoimi ciepłymi ustami i zaczął powolny ruch językiem. Podgryzał go a ja stękałam z rozkoszy. Drugą pierś ściskał i masował. Nie mogłam uwierzyć w to, co się działo. Jego ręka powędrowała za moje wygięte plecy i zaczęła powolną wędrówkę w dół. Zmieniając sutek, poderwał moje biodra i silnie złapał za pośladek. Jęknęłam, bo jego palce znalazły się tak blisko mojej kobiecości... - Wspaniale reagujesz, kotku. – Usłyszałam i uśmiechnęłam się obejmując jego głowę rękami. Jego palce zsunęły się głębiej i dotknął mojego mokrego wejścia. Mruknęłam coś, lecz nie zdążyłam dokończyć, bo nakrył moje usta swoimi, by po chwili zagłębić się palcami w moją kobiecość. Mogłam tylko zawyć z zachwytu. Jego palce pomimo brutalnego wtargnięcia były niezwykle delikatne. W końcu cofnął ręce i spojrzał na mnie. Słyszałam jak odpina pasek... słyszałam dźwięk zameczka a ...
... po chwili poczułam jego twardą męskość u progu mojego skarbu. Całe moje ciało się napięło a ja zamarłam w wyczekiwaniu... - Pani Weroniko... - Usłyszałam gdzieś w oddali, znajomy głos, ale nie potrafiłam oderwać wzroku od Kirka i jego oczu. – Pani Weroniko, proszę się obudzić. – Ktoś mną potrząsnął i nagle wszystko prysło a ja zerwałam się w pościeli. - Co się stało?! – wykrzyknęłam zdyszana. - Przepraszam... - Te słowa ugodziły mnie i odbiły się w moim wnętrzu, bo brzmiały jak we śnie. Dygotałam niezaspokojona a moje ciało było całkiem rozbudzone. Miałam ochotę wrzeszczeć i przeklinać. To był wspaniały sen, miało być tak pięknie. Spojrzałam jednak w te czarne oczy i zatonęłam. Był tak blisko a jednocześnie tak daleko! To było frustrujące nie móc dokończyć snu. - Czego pan chce? - warknęłam niemiło do Kirka. - Ja bardzo panią przepraszam, ale muszę panią przeprosić za to wszystko, co w ostatnim czasie się wydarzyło – powiedział przejęty. Jęknęłam. Podobnie zaczęło się we śnie tylko, że teraz z pewnością inaczej się zakończy. - Co to za pora? Na mózg panu padło?... Dobra, mniejsza z tym. Niech pan zapomni. Mój gniew jest jak słomiany ogień. Szybko wybucha i pali jak piekło, ale równie szybko gaśnie. – Musiałam odetchnąć głębiej. – Proszę mnie zostawić w spokoju. - Ale... - Dotknął mojego ramienia tymi swoimi długimi i mocnymi palcami. Przymknęłam oczy, aby nie rzucić się na niego. Poczułam suchość w gardle i szybko przełknęłam ślinę. – Co się pani przed ...