-
Przypadek (III)
Data: 04.03.2024, Kategorie: londyn, początek, romantycznie, Autor: juliabe
... dwupoziomowy apartament w domu w szeregowej zabudowie, w przyjemnej, cichej okolicy. Wchodziło się do niego wprost z ulicy, dlatego nie chciała robić sceny przy otwartych drzwiach. Zrobiła krok do tyłu i wpuściła go do mieszkania. Tristan wszedł do środka i spojrzał na Anne wzrokiem zbitego psa, którego tak nienawidziła. Do tego momentu nadal łudziła się, że telefon jednak zawieruszył się w niewinnych okolicznościach, a ona zagalopowała się w swoich domysłach i przypuszczeniach. Dała mu szansę, by zaprzeczył i była gotowa uwierzyć we wszystko, co by powiedział. Ale zbyt dobrze znała ten wyraz jego twarzy. Zanim zdążył otworzyć usta, miała pewność. Marzyła, żeby to była pomyłka, żeby wyśmiał jej oskarżenie, a nawet skłamał. Żeby znowu był piątek, kiedy wszystko było jeszcze po staremu, a ona mogła w ostatniej chwili wykręcić się z tej głupiej firmowej wycieczki. Zrobiło jej się słabo i musiała oprzeć się o ścianę, by nie upaść. Pod powiekami zapiekły ją łzy i poczuła wzbierającą wściekłość. – Ty chuju pierdolony…! Znowu! Jak mogłeś! – nagle rzuciła się na niego z pięściami i zaczęła chaotycznie okładać go po torsie. Złapał ją za ręce i unieruchomił, zanim wyrządziła mu jakąkolwiek krzywdę. Trzymał ją pewnie, ale nie ruszył się i nic nie mówił, czym rozsierdził ją jeszcze bardziej. Ostatnim razem usiłował ją objąć, przepraszał niemal na kolanach, błagał o szansę. Nie miała najmniejszej ochoty ani na jego dotyk, ani na żenujące wytłumaczenia, ale to, że nawet nie ...
... próbował, było ciosem. – Przepraszam, Anne, przepraszam – powiedział w końcu, nadal ją trzymając, ale nie na takie przeprosiny czekała. Nie czuła żalu w jego głosie. Nie chciała, czy nie było go tam? Jednak przestała się szamotać. Puścił jej ręce i stał z opuszczoną głową, niczym skazaniec czekający na zasłużoną karę. – Nie chciałem aby tak wyszło… „Serio? Tak jakoś samo wyszło? Jesteś żenujący!”, Anne popatrzyła na niego z obrzydzeniem. – Ty gnido – wysyczała i wymierzyła mu siarczysty policzek. Tristan nic już nie powiedział. Poszedł do łazienki umyć ręce i twarz. Znowu patrzył na swoje odbicie. Skóra na policzku była zaczerwieniona i obolała. Miał świadomość, że zachowywał się jak dupek. Że nim był. „Przynajmniej jestem szczery i niczego nie udaję” – pomyślał z przekąsem, patrząc sobie w oczy. Wcześniej nie chciało mu się nawet myśleć o poważnej rozmowie, którą jak najszybciej chciał mieć za sobą, a która nieoczekiwanie przybrała taki obrót. Przemknęło mu nawet przez myśl, że gdyby nie bezpośrednia konfrontacja, być może udawałby, że w ogóle nic się nie stało. Być może, bo teraz byłoby to wyjątkowo trudne. Nie mógł przestać myśleć o Julii. Był tym równie zdziwiony, co wkurzony. Zresztą teraz nie miało to już żadnego znaczenia. Poczuł się cholernie zmęczony. Pomyślał o Anne. Od pewnego czasu coraz gorzej się dogadywali. Bywały wieczory, kiedy autentycznie wolał prasę medyczną od jej ciała, co obiektywnie było nie do wytłumaczenia. Ona też częściej go unikała. Może to ...