-
Dwa duze zera
Data: 07.03.2024, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek
Pracowałem od jakiegoś czasu w sklepie z artykułami do malowania, znajdującym się na samym rogu niczego, i mój szef, Pan Robert, oczekiwał ode mnie tylko jednej rzeczy. Żebym tam po prostu był. Oczywiście nie stosowałem się do tego jedynego polecenia i otwierałem przeważnie spóźniony. Raz otworzyłem sklep dopiero po godzinie. Kiedy przyszedłem – czułem się okropnie, bo to był poniedziałek, a ja dałem poprzedniego dnia srogo w palnik – facet stał przed drzwiami i kopcił papierosa jednego za drugim. Pod jego stopami leżało kilkanaście martwych petów. Spostrzegł mnie, przez chwilę nic nie mówił, bo kończył faję i odezwał się dopiero po tym, jak zdeptał tlący odpad podeszwą.– Czy ja aż tyle od ciebie wymagam Poniatowski? – zapytał bardziej znudzony niż wściekły. – Aż tyle? Być na czas?– Przepraszam, Panie Robercie – wyznałem z udawaną skruchą i wcisnąłem mu pierwszy, lepszy kit. – Mój brat miał wczoraj urodziny i trochę wypiliśmy. Trochę tylko.– Jaki brat?– Mój brat. Starszy. Dawno się nie widzieliśmy. Wrócił na przepustkę.– Z wojska?– Z więzienia.Mężczyzna pokiwał tylko głową i zapowiedział, że to moje ostatnie spóźnienie. Zgodziłem się z nim, ale na drugi dzień znowu przyszedłem wstawiony i pół godziny po czasie. Tym razem nie powiedział nic. Na początku następnego tygodnia po prostu wparował do sklepu z jakimś chłopakiem.– To jest Emil – wyznał jakby dumny z siebie. – Od dziś będziecie pracować we dwóch.– To nieźle... – zacząłem, ale przerwał mi, mówiąc dalej, czy też to ja ...
... chciałem się mu wciąć.– I będzie z tobą pracował, aż wszystkiego się nauczy. Masz koledze wszystko pokazać, gdzie co leży, jak się kasę liczy. Mam nadzieję, że szybko to opanuje.Posłał Emilowi uśmiech niczym kochanek, ale tamten się nie zarumienił.– A jak już wszystkiego się nauczy? – zapytałem naiwnie, dobrze znając odpowiedź.– Wylecisz stąd Poniatowski. Wylecisz.Pan Robert wziął jeszcze Emila na zaplecze – nie wiem, może się tam całowali – po czym wrócili razem uhahani od ucha do ucha. Gościu śmiał się, jakby zaraz miał zakrztusić. Kiedy szef zostawił nas samych, obejrzałem sobie tego nowego. Zdawał mi się być beznadziejnym typem. Szeroka, ulana twarz, małe oczka i tłuste włosy. Uszy odstające, które z chęcią odfrunęłyby do nieba. I ta jego postawa – zgarbiony i niski, z balonową oponką na brzuchu i chudymi jak patyki rękami. Pomyślałem, że w całym swoim życiu nie zrobił pewnie ani jednej pompki. Kiedy się do mnie odezwał, zniechęcił mnie jeszcze bardziej.– To co mam robić, kolego?Pierwsze co kazałem mu zrobić, to dokładnie wyszorować kibel – nad którym ja nie pochyliłem się ani razu przez dwa miesiące pracy, więc możecie sobie wyobrazić jak to musiało wyglądać i śmierdzieć. Kiedy skończył – zajęło mu tragicznie dużo czasu – powiedziałem, że ma przelecieć podłogi.– Wymyć cały sklep? – zapytał z miną przerażonego buldoga.– Cały sklep – potwierdziłem i wróciłem na swoje miejsce, czyli na obrotowe krzesło, będące miejscem mojego wielogodzinnego spoczynku.Zaczął myć te podłogi ...