1. Dwa duze zera


    Data: 07.03.2024, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek

    ... antycznym mopem z drewnianym kijem i zauważyłem po pół godziny, że ani razu nie wymienił wody. Wyszedłem na środek i spojrzałem na zwykle szare kafelki. Były teraz czarne.– Ty, Emil! – zawołałem.Wychynął zza jednego z regałów.– Myłeś już kiedyś podłogę?– Ani razu. To jest mój pierwszy raz.Mogłem go o to, kurwa, podejrzewać.Ponownie poinstruowałem go co i jak – pokazałem nawet, robiąc w kilka sekund więcej niż on przez pół godziny – i ponownie wróciłem na swój wygodny tron. Nadrabiałem zaległości w lekturach, czytałem sobie Buszującego w zbożu Salinger'a. Pod koniec dnia, jeszcze przed zamknięciem, obejrzałem krytycznym okiem jego dzieło. Kiepsko mu poszło.– Na którą jutro mam być? – zapytał, kiedy wyszliśmy przed sklep.– Na dziewiątą – oznajmiłem. – Możesz być na dziewiątą. Ja się pewne trochę spóźnię.Nie zrobiłem nawet trzech kroków, kiedy zawołał za mną:– To jak wejdę do sklepu?Wzruszyłem ramionami i wróciłem do siebie, na pokój w akademiku. Cały wieczór przegrałem w karty z moim współlokatorem, nie rozmawiając przy tym zbytnio. Może dlatego, że Matas był Litwinem i nie za bardzo mówił po polsku. Ja co prawda umiałem po angielsku, ale on nie. Po litewsku nie rozmawiałem. Dlatego siedzieliśmy cicho i karty były uniwersalnym językiem. Tak samo jak wódka. No więc głównie graliśmy w wojnę. Nie wiem czy Matas umiał grać w coś innego, bo nie miałem jak zapytać. Zresztą, nie było to aż tak ważne.Następnego dnia przyszedłem wyjątkowo w czas. Emil już czekał pod wejściem jak ...
    ... potulny piesek i tak samo radośnie przywitał mnie u drzwi – może merdałby przy tym ogonem, gdyby taki miał. Podał mi rękę, ale go zignorowałem. Weszliśmy do środka i pomyślałem, że chyba nie powinienem być dla niego taki surowy, mimo że koleś ewidentnie przyszedł ukraść mi robotę – końcu nie był nic winien. Ale kiedy zobaczyłem jego damski chód, jego ślimacze ruchy przy każdej prostej czynności i kiedy wyskakiwał ponownie z głupim pytaniem, zmieniłem zdanie ostatecznie. Nie mogłem go polubić. Nie dało się, cholera.Przez cały tydzień kazałem mu robić najróżniejsze, kompletnie bezsensowne rzeczy. Kiedy przychodził do kasy i opierał się o blat, zapuszczając żurawia na to co robię, wysyłałem go do magazynu, do pobliskiego sklepu czy coś takiego. Irytował mnie swoim zachowaniem, swoim jestestwem. Był jak taki ludzki rzep, przylepa. Przyklejał się do człowieka i to wnerwiało cię niesamowicie, bo emanowała od niego aura przegrywu i przykrego potu. Opowiadał mi pierdoły ze swojego życia, starał się opowiadać – przeplatane żartami po których tylko on się śmiał – bo w ogóle nie słuchałem. Często gadał o jakiejś Ewie, która miała być niby jego dziewczyną. Z historii wynikało, że jest nieziemską laską, więc mu nie wierzyłem.Drugiego tygodnia w poniedziałek tak jak zwykle czekał na mnie grzecznie pod drzwiami. Zapomniałem się i podałem mu rękę. Uścisnął ją tak mocno, że prawie poczułem ból. Miałem ochotę pieprznąć go w ten głupi łeb, bo widziałem, że włożył w ten uścisk potężny wysiłek – ...
«1234...7»