-
Schody do nieba (V). Widmo Kali
Data: 27.03.2024, Kategorie: sekta, nieznajomy, morderstwo, Autor: Man in black
Nowy dzień przynosi inne spojrzenie na to, co wydarzyło się wczoraj. Kinga bierze kąpiel, podczas gdy Adam przygotowuje szybkie śniadanie. Na samą myśl, o tym, co wydarzyło się wieczorem, czuje się zawstydzony, a nawet przerażony. Jest świadomy, że asystentka wywołuje w nim najgorsze instynkty. Wzbudza w nim emocje, o które by się nie podejrzewał. Z drugiej strony wywołuje w nim takie pożądanie, że nie jest w stanie nad sobą panować. Po śniadaniu jadą do pracy. Mało ze sobą rozmawiają. Kinga prosi, żeby wysadził ją trochę wcześniej. Dziewczyna nie chce, żeby ktoś z firmy zwietrzył ich gorący romans. W biurze Adam nie doczekał się pysznej kawy, którą codziennie dostawał na biurko. Podchodzi do drzwi dzielących ich pokoje i prosi ją o filiżankę małej czarnej. Asystentka podchodzi blisko. Naprawdę blisko. Kładzie dłoń na jego brzuchu. Krwistoczerwone paznokcie mocno kontrastują ze śnieżnobiałą koszulą dyrektora. – Zapomniałeś już, że wczoraj chciałeś mnie udusić? – uśmiecha się tajemniczo jak Mona Lisa – za karę, możesz sam obsłużyć ekspres. Po kilku minutach i przekleństwach, wypowiedzianych pod nosem, mężczyzna wraca do siebie z kawą. Po drodze podwładna rzuca mu wymowne spojrzenie i uśmiecha się złośliwie. W odpowiedzi Dyrektor zamyka za sobą drzwi. Jest zamyślony. Czuje, że ta relacja staje się coraz bardziej kłopotliwa, a Kinga nie jest tak poukładana osobą, za jaką ją miał. Jest trochę szalona, nieobliczalna i... jest w niej coś takiego... coś, co jednocześnie ...
... odrzuca go od niej i przyciąga. Po czternastej dzwoni Aurelia w sprawie adresu mailowego, który od niego dostała. Tajemnicza osoba odpisała i jest gotowa się spotkać, choć mężczyzna nie chce słyszeć o wspólnym wyjeździe. Chce jechać sam, nie zamierza wplątać kolejnej osoby w potencjalne kłopoty. Między dyrektorem i antykwariuszką wywiązuje się dyskusja. Ostatecznie kobieta ustępuje. Wychodząc z pracy, Adam informuje asystentkę, że nie będzie go dwa dni. Dziewczyna zapewnia, że zajmie się wszystkim choć widać, że jest ciekawa, o co chodzi. Zamiast wyjaśnień widzi tajemniczy uśmiech na ustach szefa. Odprowadza go wzrokiem do drzwi. * Od wioski, w której ma się spotkać z kobietą dzieli go czterysta pięćdziesiąt kilometrów. Pokonanie takiego dystansu w zimowych warunkach jest dla niego sporym wysiłkiem. Ubiera się wygodnie i postanawia, że śniadanie zje za miastem. Pogoda nie jest taka zła. Nie pada śnieg, nie wieje wiatr, a niebo ma kolor zsiadłego mleka. Po czterech godzinach i dwukrotnym długim postoju w korkach pogoda się załamuje. Można odnieść wrażenie, że im dalej na północ, tym gorzej. Śnieg zaczyna sypać coraz mocniej. Piaskarki paraliżują ruch. Jest również wypadek i kolejny postój. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Kierowca po raz setny zmienia stację radiową. Trudno znaleźć coś sensownego siedząc tyle godzin za kółkiem. Wycieraczki pracują monotonnie, wprowadzają mężczyznę w swoiste otępienie. Znużenie drogą staje się coraz większe. Niebo ciemnieje. Na ...