-
Schody do nieba (V). Widmo Kali
Data: 27.03.2024, Kategorie: sekta, nieznajomy, morderstwo, Autor: Man in black
... drodze widać nieprzerwany sznur samochodów. Pojawiają się pierwsze wątpliwości, czy to wszystko ma sens? W schowku znajduje ostatniego mentosa. Jak dobrze pójdzie, dotrze na miejsce wieczorem. Jeśli nie pójdzie dobrze, dotrze tam w nocy i będzie musiał się rozejrzeć za jakimś noclegiem. Kierowca zaczyna odczuwać głód. To już ostatni postój. Jest coraz ciemniej, ale z baru, w którym właśnie je obiad, zostaje mu jakieś pięćdziesiąt kilometrów. Udaje mu się nawet kupić mentosy. Bierze to za dobrą monetę. Kiedy wychodzi na parking, okazuje się, że śnieg przestał padać. Uruchamia silnik, który odpowiada pewnym cichym pomrukiem. Wszystko będzie dobrze. Wioska majaczy w oddali. Skąpana w mroku nocy i księżycowym świetle sprawia wrażenie widmowej jak fatamorgana. Wokół rozciąga się biała pustynia. Droga jest niemal nie do odróżnienia od pól. Adam zwalnia. Kieruje się niemal szóstym zmysłem. Wiatr wzbija tumany śniegu na okolicznych polach, w efekcie czego, w powietrzu majaczą blade plamy krążące wokół wsi niczym fantomy, prastare strzygi szukające ofiar. Nieznacznie prószy śnieg za to wiatr jest zdecydowanie silniejszy. Zgodnie z informacją od Aurelii, skręca pięćdziesiąt metrów przed pierwszymi zabudowaniami. Tuż przy przydrożnym krzyżu. Przez myśl przelatuje mu, że to nawet dobrze. Im mniej osób wie, że jest tutaj, tym lepiej. W końcu dociera do samotnie stojącego domu pod lasem. To z pewnością jest dawna leśniczówka, o której mówiła przyjaciółka. Adam łapie się, że po ...
... raz pierwszy nazywa Aurelię w ten sposób. Wiatr popycha go nerwowo w stronę drzwi. Mężczyzna wyciąga rękę i puka. W oknach widać światła więc nie czuje obawy, że przyjechał na daremno. Ponawia pukanie i dopiero po chwili słyszy szczęk zamka. Te kilkanaście sekund wystarcza, żeby chłód przeniknął jego ciało. Drzwi się otwierają, a na zewnątrz wylewa się plama światła, przez co osoba stojąca naprzeciwko niego, jest jedynie zarysem ludzkiej sylwetki. * Gospodyni okazuje się atrakcyjną czterdziestolatką, która na pierwszy rzut oka nie wygląda na kogoś, kto urodził się i całe życie spędził na wsi. To jak jest ubrana, jak się porusza, wysławia i maluje, świadczy wyraźnie, że kobieta należy do wielkomiejskiego towarzystwa i tylko okoliczności zmusiły ją do ukrywania się w tym zapomnianym przez boga miejscu. – Witaj, jestem Dominika. Twoja znajoma uprzedziła mnie, że będziesz sam. – Adam – ściskają sobie dłonie – pomyślałem, że tak będzie bezpieczniej – gospodyni odbiera od niego kurtkę i wiesza w garderobie. – Oczywiście – kobieta mierzy go wzrokiem – masz za sobą kawał drogi, zapraszam do salonu, ogrzejesz się, a ja w tym czasie przygotuję coś do picia. – Coś ciepłego, poproszę. – Oczywiście – Dominika spogląda na niego, uśmiecha się i prowadzi gościa do salonu, gdzie zostawia go samemu sobie. Dom jest umeblowany w sposób, jakby mieszkał tu leśniczy. Meble są stare i wyglądają na ciężkie. Na ścianach wiszą niechlubne, w oczach Adama, zwierzęce trofea. ...