-
Schody do nieba (V). Widmo Kali
Data: 27.03.2024, Kategorie: sekta, nieznajomy, morderstwo, Autor: Man in black
... grama wstydu. Raczej skupienie, pewien rodzaj zamyślenia. Adam robi dwa kroki w głąb pokoju. Zastał w sypialni atrakcyjną kobietę, niby wszystko jest w porządku. To dlaczego jego serce zmienia rytm? – Odsuń się od niej – obcy męski głos powoduje, że dyrektor niemal podskakuje w miejscu. Odruchowo wykonuje rozkaz. Do pokoju wchodzi mężczyzna. Jest ubrany na czarno. Nawet na głowie ma czarną czapkę. Za nim zjawia się kobieta o siwych włosach przepasanych chustką. Dominika sprawia wrażenie nie tyle zaskoczonej ile wściekłej. Mierzy się wzrokiem z mężczyzną. – Pokaż ręce – obcy zwraca się do Dominiki, która ani myśli wykonać polecenie – pokaż ręce suko, albo już po tobie – w jego dłoni pojawia się glock. Gospodyni patrzy na broń z pogardą. Wygląda na to, że nie robi to na niej żadnego wrażenia. – Pokaż te cholerne łapy, tylko powoli. Atmosfera staje się mocno napięta. Mężczyzna celujący w swoją ofiarę wydaje się zdecydowany. Sekundy ciągną się w nieskończoność i wreszcie pada strzał. W tej ciszy huk wystrzału brzmi jak prawdziwa eksplozja. Nagle w oczach Adama wszystko spowalnia. Na czole Dominiki dostrzega malutką szkarłatną dziurkę wyglądającą jak Tilaka, święta kropka hinduizmu. Następnie jej głowa zostaje odrzucona w tył, a na ścianie rozbryzguje się ciemna breja wymieszana z krwią. Wreszcie ciało osuwa się na podłogę. Z martwych rąk wypada coś, co z brzękiem uderza w parkiet. Wszyscy troje patrzą w to miejsce. Na podłodze, tuż przed nimi leży masywny, ...
... mosiężny i bogato zdobiony sztylet, o ostrzu krótszym niż rękojeść. – Co to jest – Adam nawet nie zastanawia się, co z nim teraz będzie, odsuwa od siebie nawet fakt, że na jego oczach została zamordowana kobieta. – Phurba, magiczny sztylet, choć ten tutaj, nie do końca jest tym, na co wygląda – odpowiada ten, który strzelał. Siwowłosa kobieta podchodzi do sztyletu, bierze go w dłoń i obraca nim we wszystkie strony. – Ten wizerunek – wskazuje miejsce u nasady rękojeści, gdzie wyrzeźbiono czyjąś wykrzywioną w nienawiści twarz – to nie Phurba. To Kali. – Gdybyś się do niej zbliżył, sprzedałaby ci kosę jak nic – w pokoju pojawia się drugi mężczyzna, młodszy od swojego uzbrojonego kolegi. Przez chwilę milczą wszyscy. Wreszcie ciszę przerywa mężczyzna z glockiem. – Znikajcie już, zajmiemy się resztą. – Masz wszystko przy sobie? – Adam dopiero po chwili orientuje się, że kobieta kieruje pytanie do niego. Jak automat sprawdza kieszenie i przytakuje. Czuje się jak manekin, statysta biorący udział w kiepskim filmie. Jest otępiały i powolny. Kobieta prowadzi go na zewnątrz. Przed domem oprócz samochodu Adama, stoi wrangler, którym z pewnością przyjechała tutaj pozostała trójka. Jego nowa towarzyszka wyciąga do niego rękę. Znowu mężczyzna potrzebuje czasu, żeby zrozumieć. Wreszcie kiwa głową, sięga do kieszeni i podaje jej kluczyki. W uszach jeszcze mu dzwoni, a mózg zawiesza się, co chwila grożąc resetem. Musi obejść samochód, żeby zająć miejsce na fotelu ...