-
Schody do nieba (V). Widmo Kali
Data: 27.03.2024, Kategorie: sekta, nieznajomy, morderstwo, Autor: Man in black
... pasażera. Zerka na pobliskie pole. Widmowe białe plamy wirują, unosząc się w ciemności. Jedna z nich właśnie kształtuje się na jego oczach. Przykuwa uwagę oszołomionego mężczyzny. Wirujący śnieg przybiera konkretną, określona formę. Mógłby przysiąc, że biały całun przybiera postać kobiety o trzech rękach z każdej strony. Diaboliczna forma zaczyna zbliżać się w jego stronę. Czuć bijącą od niej wściekłość, wręcz nienawiść. Mógłby przysiąc, że zawodzenie, które słyszy to nie efekt wyjącego wiatru. To ryk koszmarnej śnieżnej zjawy. Mężczyzna wskakuje do samochodu. – Jedźmy stąd, na litość Boską – pogania kobietę siedzącą za kierownicą, kimkolwiek ona jest. Samochód rusza. Nawet jeśli niemiecka technologia jest przereklamowana, audi z napędem na cztery koła daje radę. Początkowo samochodem zarzuca na drodze, ale po chwili wszystko wraca do normy. Kobieta nie przestając patrzeć przed siebie, zrzuca z głowy perukę i uśmiecha się, zerkając na chwilę w stronę Adama. – Aurelia? – Chyba nie sądziłeś, że puszczę cię tu samopas? – z kieszeni płaszcza przyjaciółka wyjmuje paczkę papierosów. – Jesteś jak cholerny kameleon – nie potrafi wyrazić, jak bardzo cieszy go jej widok – uchyl przynajmniej szybę – macha ręką odganiając się od śmierdzącego dymu. * Jadą w milczeniu. Prowadzenie samochodu w takich warunkach wymaga skupienia. Kobieta daje mu również czas, żeby ochłonął. Po godzinie docierają do miasteczka. Dyrektor prosi ją, żeby zatrzymali się w hotelu. Jest ...
... zmęczony, ale antykwariuszka okazuje się nieugięta. – Za blisko. Hotel znajdują dopiero po przejechaniu stu pięćdziesięciu kilometrów. Aurelia decyduje, żeby wzięli jakąś przydrożną spelunę, która nie rzuca się w oczy. Tak też robią. Jedzą kolację, kupują dwa piwa, po czym znikają w wynajętym pokoju. – Pozwolisz, że skorzystam z łazienki? Muszę wziąć kąpiel – mężczyzna marzy o wannie od dłuższego czasu. – Śmiało. Trzydzieści minut, tyle czasu spędza w wannie. W tym czasie odtwarza wydarzenia ostatnich godzin. Szaloną Dominikę, gadające poroże i niespodziewaną wizytę Aurelii z posiłkami. Na samą myśl, że był o włos od śmierci, kurczą mu się jądra. Wspomnienie leśniczówki skąpanej w ciemności i świadomość, że był tam z morderczynią, przyprawia go o mdłości. Wraca do pokoju. Teraz jego towarzyszka zajmuje łazienkę. Jest zdecydowanie szybsza i po piętnastu minutach siedzą na łóżku, pijąc piwo prosto z puszek. – Tylko mi się wydawało, że tamten chłopak, to twój pracownik? – To on – potwierdza i uśmiecha się – jak widzisz, spisków wokół ciebie jest naprawdę mnóstwo. – Dlaczego ją zabiliście? Czy policja... – To proste. Wysyłamy im sygnał. Jasny i wyraźny sygnał, że nie można z nami pogrywać. Jeśli chodzi o policję, nie przejmuj się tym. Tomek i ten drugi, wybacz, ale nie musisz znać jego imienia, wiedzą co robić. – Chcesz powiedzieć, że to nie ich pierwszy raz? – A odniosłeś takie wrażenie? – Nie. Cisza tylko podkreśla jej słowa. – Skąd ...