1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 19.04.2024, Kategorie: małżeństwo, Fantazja uwodzenie, siostry, śmierć, Autor: Agnessa Novvak

    ... razu dopadłam okna, by odciąć się od wypełnionego zdecydowanie zbyt dużą ilością pokus świata. Jednak zanim pociągnęłam za klamkę, ostatni raz mimowolnie zerknęłam na plac. Przez ledwie parę sekund. To jednak wystarczyło, bym zauważyła zaśmiewającego się wariacko dzieciaka, uciekającego z pustym już wiadrem, którego zawartość musiał tyle co wylać na goniące za nim Hesię i Melę. Całe mokre. Z mokrymi twarzami, mokrymi włosami i przede wszystkim mokrymi ubraniami, opinającymi ciasno mokre biusty, mokre brzuchy i mokre uda.
    
    Ja też miałam mokro. Bardzo…
    
    Wiedziałam, że nie dam rady powstrzymać się dłużej, choćbym nie wiadomo jak próbowała. Nadludzką siłą woli zdążyłam jeszcze cofnąć się w głąb pokoju, opadłam na fotel i momentalnie wsadziłam dłoń pomiędzy przewieszone przez oparcie nogi. Odsunęłam na bok krawędź majtek i dobrałam się do pulsującej pożądaniem intymności. Weszłam w nią tak gwałtownie, aż syknęłam z bólu. Nie cofnęłam się jednak ani na centymetr, wręcz przeciwnie – podążyłam jeszcze głębiej, zanurzając się w lepkiej żądzy, ściekającej po udach. Przymknęłam oczy.
    
    Nie myślałam już ani o Bynku, ani Halszce, ani także – co nieoczekiwanie mnie zaskoczyło – o Anieli. Wyobraziłam sobie dwie już nie tylko sąsiadki, a pełne naturalnego seksapilu kobiety. Atrakcyjne. Piękne. Buchające niedającą się okiełznać namiętnością. Dające się bezczelnie zaciągnąć do tego samego pokoju, w którym właśnie się byłam.
    
    Były zamknięte! Na pewno! Przecież nie zostawiłabym ich tak, ...
    ... by każdy mógł wejść i mnie zobaczyć…
    
    Otwarłam oczy raz jeszcze i odruchowo przetarłam je dopiero co wyjętą z majtek ręką. I zamarłam. Naprzeciwko mnie stała Maryna, trzymając w ręku mój własny, pusty kosz na pranie, który widocznie zostawiłam na dole. Nieruchoma, nawet nie próbująca udawać, że nie wpatruje się otwartymi szeroko, piwnymi oczami w mą mokrą od emocji twarz. Odsłonięte w międzyczasie piersi. Wciąż rozchylone nogi. Ja zaś w odpowiedzi tylko gapiłam się na nią zamglonym wzrokiem, unosząc się wciąż na eterycznej chmurze przyjemności. Byłam tak zszokowana własnym wstydem, zadyszana i oszołomiona namiętnością, że zamiast zerwać się z fotela i schować za oparciem, albo chociaż przysłonić ręką co bardziej gorszące fragmenty, zaczęłam ryczeć. Czy raczej wyć histerycznie, pragnąc tylko, by świat się na mnie zawalił. Dosłownie.
    
    I wtedy stało się coś, czego nie mogłam zrozumieć. Maryna, zamiast zgodnie z wszelką logiką uciec, zatrzasnęła tylko drzwi – tym razem naprawdę – i podeszła do mnie. Pociągnęła krawędź spódnicy, by zakryć wciąż pulsujące łono, pochyliła się nade mną i objęła ramionami. I czekała w milczeniu, pozwalając się wypłakać, wyjęczeć i uspokoić emocje – a przynajmniej na tyle, bym mogła wybełkotać nieskładne przeprosiny i samodzielnie wstać. A potem uśmiechnęła się z czułością oraz troską, jakiej nijak nie spodziewałabym się po obcej przecież osobie, po czym, jakby nie stało się nic godnego uwagi, zapytała czy dam sobie radę, czy może ma do mnie przyjść ...
«12...192021...»