1. Odkupienie (I)


    Data: 23.04.2024, Kategorie: Fantazja Incest wojna, Romantyczne Autor: jokerthief

    ... wiedząc co ze sobą zrobić.
    
    - Podporuczniku, proszę poczekać. - Catherine zatrzymała syna nim ten dotarł do wyjścia z mostku. - Reszta ma już wolne, ale z panem chcę porozmawiać.
    
    Chłopak odwrócił się i podszedł do podestu. Stojąc na podłodze sięgał głową zaledwie kilka centymetrów ponad poziom konsol znajdujących się w tylnej części jego części. Natasha intuicyjnie włączyła jak najmniej przejrzyste hologramy i zaczęła wydawać cicho rozkazy reszcie załogi, odciągając ich uwagę od stanowiska komandor. Cat wstała z fotela, skinieniem głowy dając wyraz wdzięczności za przezorność przyjaciółki. Podeszła do krawędzi, oparła się łokciami o konsole i wychyliła lekko w półcieniu, jaki zapewniało jej przyciemnienie z tyłu mostka. Nikt nie widział co robiła.
    
    Wykorzystała to. Sięgnęła jedną dłonią do swojego dziecka i dotknęła jego twarzy. Mark drgnął czując ciepłe palce na policzku, spojrzał do góry niepewnie i zamarł. Jego matka uśmiechała się do niego w zupełnie nieprofesjonalny sposób, tak jakby gdzieś z boku zostawiła komandor Harrier a była teraz wyłącznie Catherine, jego aniołem stróżem.
    
    - Kotku... - Nawet jej głos przybrał zupełnie inną barwę. Był... miły. Ciepły. Pełen miłości. - Co mam ci powiedzieć, abyś poczuł się lepiej?
    
    - Dlaczego? - Chłopak wyrzucił z siebie cichutki szept.
    
    - Jak by to wyjaśnić. Hmm. - Cat pochyliła się jeszcze niżej, prawie dotykając ustami czoła syna. - Nikt nie spodziewał się, że są do tego zdolni. To nie twoja wina, naprawdę.
    
    - ...
    ... Mogłem... mogłem zrobić to lepiej, przetrzymać ich dłużej, zostawić jakąś drogę ucieczki.
    
    - Oni mieli wybór, Mark. To, że ich dowódca kierował się nieczystymi intencjami to nie wynik twoich działań, tylko jego małostkowości. To na niego spada cała wina za to, co się stało. Nikt nie zmuszał go do samobójstwa i mordowania – podjął tę decyzję. Uważał, że tak będzie lepiej.
    
    - Czy ty postąpiłabyś tak samo?
    
    - Nie. - Cat odparła cicho, odnajdując jego dłoń i uściskując lekko. - Nie mogłabym ciebie zabić, maleńki. Jesteś dla mnie zbyt ważny.
    
    - To...
    
    - Nieprofesjonalne, owszem. Złe ze strategicznego punktu widzenia. Ale niezgodne z moim sumieniem. - Kobieta westchnęła cicho. - Jak mogłabym zabić tę jedyną osobę, którą pragnę chronić?
    
    - Czyli... - Mark spojrzał na nią lekko skołowany jej słowami. - Jesteś tu...
    
    - Dla ciebie. Bo wiem, że wykonując to zapewniam tobie przyszłość. Tobie, twoim dzieciom i wielu, wielu innym.
    
    - Jesteś moim aniołem mamo. Kocham cię. - Mark wypalił bez zastanowienia i szybko zaczerwienił się. - Przepraszam, pani komandor. Nie powinienem.
    
    Catherine przez sekundę trwała w dziwnym szoku. Nie spodziewała się takich słów z jego ust. Mark zawsze był wstrzemięźliwy w wyrażaniu uczuć. Bał się o nich mówić, mając matkę wojskową i czując się prawie jak piąte koło u wozu. Wyrobił sobie charakter ignoranta, który tylko czasami odsłania wewnętrzną siłę. Wyśmiewał, omijał, milczał – prawie nigdy nie oceniał, nie krytykował czy chwalił. A do niej ...
«12...678...30»