-
Kursant
Data: 21.05.2024, Kategorie: seks, humor, Autor: Torment
... czekanie", w sumie tego kawałka nie znałem, ale wsłuchuję się w tekst: Jadę Audi w el pe dżi, Jestem panem każdej wsi, Jest Mariola, jest Teresa, Więc jedziemy pod GS-a, Jadę Audi w el pe dżi, Jestem Panem każdej wsi, Wsiadaj niunia zamknij drzwi, W Audi dam banana Ci! Tekst jak jeleń na rykowisku, ale ten kawałek z bananem wyjątkowo mnie rozśmieszył. Nagle melodia się urywa, po drugiej stronie słyszę kobiecy głos. - Szkoła jazdy, dzień dobry. - Dzień dobry, Alan Wichurski z tej strony - użyłem maksymalnie niskiego i seksownego głosu, jaki potrafiłem z siebie wydobyć, ale i tak po drugiej stronie usłyszałem nieme tłumienie śmiechu - Mam pytanie, muszę obligatoryjnie zrobić ponowny kurs prawa jazdy, bo pały mi zabrały prawko za punkty, czy to się da u Was załatwić? - specjalnie zaintonowałem słowo "załatwić", aby dać kobiecie informację, o ukrytym podtekście. - Kto Panu zabrał prawko? - usłyszałem. Kurde, jaki laska ma seksowny głos. Już sobie zrobiłem wizualizację. Brunetka, lekko po trzydziestce, biust co najmniej rozmiaru D, ubrana w białą koszulę i czerwony żakiet. Poczułem krew dopływającą do mojego członka. - No, pały mi zabrały. - Powtórzyłem. Chyba laska zignorowała cel mojej wypowiedzi "załatwić". - Czyli policja? - Policja, pały, jeden ch... - Powstrzymałem się w pół słowa - Ważne jest to, że jestem zmuszony załatwić - ponownie zaintonowałem to słowo - nowy kurs i egzamin. - To teraz wszystko jasne, oczywiście możemy ...
... panu załatwić taki kurs - w jej głosie odczułem pewną ironię w słowie kluczu tej wypowiedzi - mogę umówić pana na piątek trzynastego października, na pierwsze jazdy. Do zaliczenia potrzebuje pan dziesięć godzin kursu, przed egzaminem. Proszę o powtórzenie pana godności, to zapiszę pana na godzinę dziesiątą. - Alan Wichurski. - Odparłem z intonacją wydobytą z okolic przepony. - Przez jedno, czy dwa el? - usłyszałem. - Co przez jedno, czy dwa? - ja dałbym ci dwa, pomyślałem. Dwa takie orgazmy, że trzęsłabyś się, jak osika na wietrze. - Pana imię. -Usłyszałem kokieteryjny głos. - Przez jedno. - Dobrze w takim razie widzimy się w piątek o dziesiątej. Do widzenia. - Do widzenia. - Odparłem. Nie wiedząc czemu, mój członek wyraźnie reagował na jej głos. Cholera, znowu będę musiał wziąć wolne z pracy. Jak ja w ogóle szefowi wytłumaczę, że nie mam prawka? On, przynajmniej zrozumie hasło "mendy mi zabrały". Czas wlókł się niemiłosiernie. W końcu nastał piątek trzynastego. Moją głowę zaprzątała jedna myśl, czy ten dzień będzie gwoździem do trumny moich problemów? Zapowiedziałem szefowi, że potrzebuję urlop. Ubaw miał jak cholera, jak opowiedziałem mu, w jaki sposób straciłem prawko. Pewnie już połowa firmy ma ze mnie zlewkę. Wstałem rano, wziąłem prysznic, podświadomie przygotowując się na wydarzenia, które miały nastąpić. Kilka kropel mojego ulubionego Davidoffa i lecę na podbój szosy. Dzień za oknem przeczył mojej teorii o gównianej pogodzie jesienią. Dotarłem na ...