Marzena – Minął rok, czyli wypad…
Data: 24.06.2024,
Kategorie:
Zdrada
Mamuśki
wycieczka,
plener,
kwarantanna,
Autor: pofantazjujmy!
... Nieborowie. Gdy kwiat bzu wplątał się w jej blond włosy, Jan strzepnął bez i zatrzymał dłoń na policzku Marzeny. Wpatrzony w jej krągłą twarz, czuł bijący od niej żar.
- Na co czekasz? – szepnęła.
Jan zsunął dłoń z policzka Marzeny, by położyć ją na jej kolanie. Przeciągnął ją po łydce. Blondynka nie miała zamiaru czekać. Pocałowała mężczyznę pierwsza.
Przewodnik, trzymając w dłoniach gorącą kawę, całował się z Marzeną. Blondynka wysunęła języczek, pieszcząc czule mężczyznę. Smakowali się, chłonąc zapach bzu. Ona zsunęła dłoń między uda Jana. Jej grzbietem ocierała się o jego krocze. On wplótł palce w jasne włosy mężatki.
Marzena poczuła żar namiętności. Znów było jak rok temu – zmysłowy, soczysty pocałunek z nieznajomym na łonie przyrody. Na Mazurach ktoś mógł ją przyuważyć z dwoma przystojnymi studentami, lecz teraz? Pandemia wystraszyła wszystkich. Pałac w Nieborowie opustoszał. Nikogo nie było wokół, tylko ona i przygodnie poznany mężczyzna. Namiętny, niekończący się pocałunek z obcym stawał się dla Marzeny wyczekiwanym fetyszem. Mężczyzna pieścił dłonią zgrabne kolano mężatki. Jego ciepły dotyk wywoływał dreszcze, przyśpieszał i tak już pędzące serce.
Oderwała od niego usta. Wyrwała się z uścisku. Uśmiechnęła rozkosznie. W oczach Jana odnalazła ten sam zachwyt, jakim obdarzali ją młodzi żeglarze.
- To było bardzo przyjemne. – szepnęła, zsuwając dłoń mężczyzny ze swojego uda.
- To może być dopiero początek.
- Podrywasz mnie z nudów?
Jan ...
... zawstydzony opuścił wzrok.
- W niepewnych czasach można oddać się hedonistycznej przyjemności.
- Rozpoetyzowany z ciebie przewodnik.
- Taka praca. – To mówiąc wrócił do pocałunku. Sekundy przeradzały się w minuty. Minuty spędzone w namiętnym uścisku, pod osłoną kwitnących bzów.
Nagle Jan wstał, chwyciwszy Marzenę za rękę.
- Obiecałem pokazać Ci pałac.
- Chcesz się pieprzyć w zabytkowych wnętrzach?
- Nie chce, aby zobaczyła nas Twoja córka.
Wtedy Marzena przypomniała sobie o jej obecności. Nie zdążyła jednak się rozejrzeć. Jan pociągnął ją i poprowadził w stronę pałacu.
- Łucja? Muszę wiedzieć, gdzie jest Łucja?
- Spójrz, jest tam. - Jan, stojąc na schodach pałacu, wskazał Marzenie dwie małe postacie bawiące się miedzy drzewami. - Nic im nie będzie. Ochrona nikogo tu nie wpuści. Henryk nie zaryzykuje, by ktoś doniósł, że pozwala wnuczce bawić się w pałacowych ogrodach podczas pandemii.
***
Weszli do pałacu. Wspięli się po imponujących schodach na piętro. Jan szedł przodem. Marzena podążała za nim z dystansem. Patrzyła na szerokie biodra chłopaka. Gdy się odwracał, czuła dreszcz. Wołał ją. Niecierpliwił się. W letniej, białej sukience robiło się Marzenie naprawdę gorąco.
Jan zaprowadził kobietę do komnat położonych w tzw. żeńskiej części pałacu. To tu Helena z Przezdzieckich Radziwiłłowa przyjmowała swoich gości, korespondowała z oświeceniowymi filozofami, a nawet ze swoją przyjaciółką carycą Katarzyną.
- Której seksualny temperament stał się ...