-
Nocna Gra - Część II
Data: 09.08.2020, Autor: mysteriousstories
... serdecznie, niczym w kojącym, uspokajającym geście. - Zgoda - powiedziała Bladowłosa niepewnie, ale ewidentnie łaknąc kontynuacji naszego spotkania. Mógłbym przysiąc, że przez ułamek sekundy znowu widziałem w jej oczach ten radosny błysk, co jeszcze kilka chwil wcześniej, przed niefortunną rozmową telefoniczną. - I przepraszam Cię, że się nie przedstawiłam. Jestem… - Lena. Wiem. Też mi miło - wystrzeliłem jak z procy. - I mam jeszcze prośbę, będącą jednocześnie warunkiem. - Jaką? Zapytała zupełnie wybita z tropu tym, że znałem jej imię. - Lena. Proszę. Nie mów już dzisiaj niczego więcej. Bladowłosa skinęła głową uśmiechając się przy tym jak ktoś, czekający na pokazanie urodzinowego prezentu. Złapałem ją ponownie za rękę i powoli prowadziłem do mojego auta. Z jednej strony można by całą tą historię uznać za naiwną. Ale z drugiej - i tak od początku była scenariuszem kina klasy B. Kurewsko przyjemnego kina. Otworzyłem jej drzwi, a kiedy usiadła wygodnie - wyjąłem ze schowka pierwszy prezent, jaki przygotowałem dla niej dzisiejszego dnia. - czarną, nieprześwitującą opaskę na oczy. Popatrzyła na mnie w geście niemego zapytania, odparłem więc, że to część dzisiejszej gry. Nie wiem czy to kwestia jej odważnej natury, czy wręcz perwersyjnego skrzywienia do robienia ryzykownych rzeczy - lecz bez wahania założyła opaskę, pozwalając mi sprawdzić czy leży wystarczająco dobrze tak, aby nie dostrzegała nic co dzieje się poza nią. Ruszyliśmy w podróż. Spokojnie i ...
... niespiesznie. Nie chciałem jej stresować agresywną jazdą. Mimo wszystko chciałem żeby czuła się komfortowo z obcym mężczyzną, który znał jej imię - nie podając swojego. Poprzednim razem sądziłem, że podróżujemy z przypadkowym kierowcą taksówki. Domyślając się po czasie, że tak nie było - dla niej również mógł być to czynnik stresogenny. Ja jednak czy to się komuś podoba czy nie - lubiłem zabawę, ale ludzie w moim towarzystwie zawsze mieli czuć się przy mnie bezpiecznie i komfortowo. Zwłaszcza, że nieznany cel podróży mojej pasażerki - był dla niej wystarczającą zagwozdką. Była ciepła, letnia noc. Wieczorami lubiłem jeździć z delikatnie uchylonymi oknami, delektując się subtelnymi powiewami leśnych zapachów - bogatych na trasie do naszego głównego celu. Lena była posłusznie milcząca. Zauważyłem jednak, że po 20 minutach jazdy zaczęła się delikatnie, acz niespokojnie wiercić w swoim fotelu. Postanowiłem ją lekko zrelaksować kojącym i lekko mistycznym utworem "Portishead - Roads" - pozwalając sobie również na kolejną śmiałość dzisiejszego dnia - tym razem w postaci mojej dłoni sunącej delikatnie po jej kolanie oraz wewnętrznej części uda…Lena zadrżała. Fakt jazdy automatem dawał mi słodką przewagę w braku konieczności skupiania się na standardowych czynnościach prawej ręki podczas jazdy, dlatego bez stresu zagłębiałem się powoli wyżej, pod delikatny materiał jej czarnej, lecz niezbyt długiej sukienki. Czułem bijące ciepło z pomiędzy jej nóg. Rozchyliła je subtelnie niczym w geście ...