1. Czas grozy (I)


    Data: 26.08.2020, Kategorie: historia, wikingowie, łoże, propozycja, dama, Autor: historyczka

    ... wieczerzy. Zapraszam natychmiast do stołu. I to musi pani usiąść koło mnie! Taka urodziwa niewiasta! Palce lizać…
    
    - Ależ panie… toż to byłby dworski skandal… - ukłoniła się Martha.
    
    - A ja właśnie jestem, można tak rzec… specjalistą w dworskich skandalach! – zarechotał otyły syn księcia – zapraszam!
    
    Dłonią nakierował kobietę w stronę sali. Specjalnie tak, by móc dotknąć jej pleców i… tyłka.
    
    Gdy zasiedli za stołem, ręce Theodora co rusz błądziły w okolicach Marthy. A to ujął ja za ramię, a to za kolano.
    
    Miał już mocno w czubie, toteż z łatwością zdobył się na odważne słowa.
    
    - A czy panna wie, co to jest prawo pierwszej nocy?
    
    Kobieta struchlała.
    
    - Tak… gdy ma dojść do ślubu…
    
    - No taaa, ale ja u siebie to prawo, że tak rzeknę... rozszerzyłem. Ha ha ha! – rechotał obleśnie grubas – każda panna, która znajdzie się na moich włościach, winna mi ofiarować swój wianek!
    
    Martha zadrżała, ale próbowała nie dać znać po sobie.
    
    - A co jeśli panna nie miałaby wianka?
    
    „Ach… jakbym zasugerowała, że ja jestem panną, którą już ktoś pozbawił wianuszka…”
    
    - To nic by jej nie dało… i tak musiałaby się przewinąć przez moją łożnicę! Obowiązek każdej damy, to tam się zameldować.
    
    - Ależ mości panie… pono w większości ziem, możnowładcy nie korzystają z tego prawa…
    
    - To ich strata! Ha ha ha! A ja zamierzam sobie z niego korzystać! I każdą niewiastę, oczywiście taką do rzeczy, wykorzystać! Ha ha ha!
    
    Martha domyśliła się do czego pije. Chce zasugerować, że ...
    ... liczy iż także ona stawi się w jego łożu…
    
    „Zasugerować...? On wręcz tego ode mnie zażąda! Ach ja nieboga! Wszyscy, od chudopachołka, przez rycerzy do syna księcia… wszyscy… wszyscy tylko czekają, by mnie wykorzystać…”
    
    Theodor nakazał Marcie, żeby pochyliła się w jego stronę, by mógł jej coś powiedzieć. Kobieta wzdrygnęła się, oczekiwała słów na podobieństwo: „Po tym tańcu oczekuję cię w mojej łożnicy. Rozodziej się i czekaj na mnie w stroju Ewy.” Jednak przerwał im sam książę Karol.
    
    - A cóż to?! Mój syn zaprasza do swego stołu najpiękniejszą pannę w królestwie?! – zaśmiał się.
    
    Martha kornie ukłoniła się, cicho dziękując za wysublimowany komplement.
    
    - Panie… niegodnam twych łaskawych słów…
    
    - Panno Martho, pani sława dobiegła tu przed panią! Wiem, że jeździła pani do samego arcybiskupa, by zażegnać spór o jakoweś ziemie, czy tam łąki… Ksiądz arcybiskup mocno pannę wspominał… że zagościła pani u niego parę ładnych dni… że jest urodziwa i… wielce przekonująca! – śmiał się, licząc, że dwuznacznością zawstydzi niewiastę.
    
    I tak stało się istotnie. Kobieta spuściła wzrok i zarumieniła się. Często wszak wspominała pobyt na dworze arcybiskupa.
    
    - W takim razie, skoro już tu pannę mamy, proszę ją do tańca! Grzech byłoby taką dziewoję niepowyobracać! Ha ha ha!
    
    W tańcu Martha ukazywała swoje liczne walory: gibkość, zgrabne i dystyngowane ruchy. Cały czas uśmiechając się, patrzyła księciu w oczy.
    
    Ten z góry spozierał w jej dekolt. Nieco rozerwany materiał ...