1. Amok


    Data: 08.09.2020, Kategorie: Zdrada Sex grupowy Brutalny sex Autor: Pannaminua

    ... kilkanaście minut tylko leżeliśmy na dywanie poprzytulani do siebie, najpierw ciężko oddychając, a potem po prostu tkwiąc w obezwładniającym letargu. W końcu udało mi się podjąć, a po kilku następnych minutach zrealizować decyzję o wstaniu i doprowadzeniu się do porządku. Nie było to łatwe. Omdlałe mięśnie nie chciały współpracować z mózgiem i gdyby nie pomoc któregoś z facetów oraz ściany mogłabym tak leżeć do wieczora. Jakoś jednak doczłapałam do łazienki, gdzie wzięłam odświeżający prysznic (sporo czasu zajęło mi umycie posklejanych włosów) i zrobiłam makijaż (próbując głównie jakoś zamaskować zaczerwienienia wokół ust powstałe na skutek wielokrotnego i intensywnego fellatio). Wyszłam już o własnych siłach (nadal naga) i udałam się na poszukiwanie ciuchów. Leżały mniej więcej tam, gdzie się ich pozbyłam czyli w miejscu, gdzie odbyła się większa część orgii, przez co nosiły wyraźne ślady udziału w niej (trudno stwierdzić czy tylko biernego). Bielizna nie nadawała się do użycia więc, zwinęłam ją i wepchnęłam do torebki. Dżinsy i bluzkę, też w kilku miejscach przyozdobione wyraźnymi, zasychającymi już, plamami lukru, włożyłam na gołe ciało. Pozostali snuli się jeszcze nago, rozmawiając ...
    ... lub po prostu siedząc i gapiąc się w telewizję. Pożegnałam się z każdym serdecznie, wymieniając kilka banalnych uwag ("szkoda, że musisz już iść", "było świetnie", "musimy to kiedyś powtórzyć"). W powietrzu nadal unosiła się mocno erotyczna atmosfera i choć początkowe napięcie dawno już opadło, ich nagość i silna woń seksu, jaką wydzielali, zaczęły znów przyprawiać mnie o mrowienie między nogami. Uświadomiłam sobie, że muszę wyjść natychmiast i że jeżeli tego nie zrobię, ruja znów przejmie nade mną kontrolę z trudnymi do przewidzenia skutkami (w tym dla długości tego opowiadania). Uciekłam więc pośpiesznie i gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, a świeże powietrze owiało moją twarz, zmęczenie i spokój powróciły ze zdwojoną siłą. Padał deszcz. Szybkim (na miarę moich ówczesnych możliwości) krokiem podeszłam do samochodu. On siedział sztywno, z rękami na kierownicy i wzrokiem wbitym w najdalszy widoczny za przednią szybą punkt. Otworzyłam drzwi i usiadłam obok. Włosy i ubranie miał mokre, po jego policzku spływała pojedyncza błyszcząca kropla.
    
    - Kocham cię – powiedziałam cicho, patrząc przed siebie. Ruszył bez słowa. Jeszcze nigdy
    
    nie byłam tak spokojna i szczęśliwa jak wtedy.
    
    KONIEC 
«12...14151617»