-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... były nocami zamknięte, jak bramy obronnego grodu? - zagadnął żartobliwie Sven alias Tur - przyboczny Magnara, patrząc jak drobne pośladki młodego króla Sivardii, intensywnie pracują, a wystające z boku szczupłe uda młodej wieśniaczki, kołyszą się niczym szarpane wiatrem gałęzie drzew. Izba była skromna i pachniało w niej surowym, dopiero co ciosanym drewnem, stęchlizną i warzoną na ogniu strawą. Magnar uznał, że lepiej będzie spędzić noc pod nawet tak skromnym dachem, niż w podróżnym namiocie, w którym ostatnio zmarzł. Poddani mieli obowiązek ugościć władcę, więc korzystał z tej prerogatywy. Kiedy po przywitaniu gospodarzy, młodziutka białogłowa podawała mu marnej jakości piwo, już wiedział, że noc będzie raczej nieprzespana. A czy rozrywkowa? To się miało okazać - myślał gołowąs, pożądliwie spoglądając na niewinną Astrid, a tylko czasem ciesząc oczy kołyszącymi się pod koszulą sporymi cycami jej usłużnej matki. Młody król stał właśnie przed topornym drewnianym stołem, na którym na plecach leżała młodziutka dziewczyna. Wciąż jęczała, czasem piszczała i wiła się, niczym węgorz w wiklinowej pułapce, na nierównych dechach blatu, na którym codziennie spożywa prostą strawę. Na szczęście przestała już płakać i prosić, by przestał, przywykła do przeszywającego ciało bólu, zdawanego przez rozsadzające ją przyrodzeniem Maganara, który cały nagi (no tylko w skórzanych butach, by nie brudzić sobie od klepiska stóp) kołysał majestatycznie biodrami, odzierając ofiarę z niewinności ...
... i wstydu. Młodzian nawet nie próbował dochodzić, ile ta wieśniaczka mogła mieć wiosen. Ważne, że między udami miała już lekko porośnięte jasnymi włoskami to, co dawało mu satysfakcję i pozwalało zabić czas nudy, po całodziennym objeździe swojej nowej królewskiej domeny. - Nie - zaprzeczył. - W tym względzie nie mogę narzekać - odpowiedział obojętnie towarzyszowi król. - Królowa chętnie gości mnie w swojej "komnacie." O ile biskup Adebald zezwoli - dopowiedział sarkastycznie, wyprowadzając towarzysza z błędnego osądu. Parsknął drwiąco na wzmiankę o kościelnym dostojniku i jego nakazach, by w dni postne pościć od wszystkiego, nie tylko strawy. - Tyle że... czasem czuję się, jakbym posiadał swoją matkę. To mi – zaznaczył - raczej niespieszno - zaśmiał się rubasznie, wytykając tym samym poważny wiek małżonki. - Zresztą, nie ma to jak nowe ciasne zakamarki – sięgnął do malutkich cycuszków dziewki, pomasował je i roześmiał się, nawet nie patrząc na przybocznego, który dzięki łaskawości pana, na posłaniu w kącie izby, też oddawał się uciechom, tyle że z matką dziewczyny. Magnar patrzył na pełną mieszanych emocji twarzyczkę drobnej blondynki, która już sam nie wiedział, czy za to co jej robił, chciała go rozszarpać, czy może mocniej objąć udami, by jej to robił całą noc. Wzrok miała tak zacięty, tak drapieżny, jak broniąca miotu wilczyca, kiedy w pobliżu młodych pojawiał się jakiś intruz, emocje się w niej kotłowały. Zupełne przeciwieństwo matki, która teraz bez zahamowań ...