-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... się spełnienie. Kiedy na jego rozkaz klęknęła i posłusznie wypięła mu dupcię, już był pewny, że kilka wsadów po same jądra przeniesie go do krainy szczęścia, a później pozwoli rychło zasnąć. Jednak najpierw rozchylił półdupki i przyjrzał się powstałemu po długiej penetracji jaskini kraterowi. W półmroku wyglądał jak ocembrowana czarna dziura studni. Zatopił miecz w śliskiej otulinie, a dziewucha aż pisnęła, kiedy tylko jądra uderzyły o wzgórek łonowy i zwieńczenie warg sromowych, niczym burzące mury elementy wojskowej machiny. Magnar patrzył w palenisko jak dogasa ogień, jak popiół już tylko się żarzył, przeskakującego jeszcze chwilę temu po niedopalonych resztkach polana płomienia, już nie było wcale. Trzymał zgrabne pośladki Marii i teraz nasuwał ją na swoją dzidę, sam nie wykonując już ruchów bioder. Podziwiał cienie zespalających ich ze sobą organów i zachodził w głowę, jak to możliwe, by taki miecz mieścił w kobiecie. Szczytował bezgłośnie, zalewając porośnięte włosami krocze i gładkie wnętrza ud Marii, po czym strudzony wstał i bez słowa opuścił komnatę. Mari leżała półnago pod skromną derką, pełniącą rolę pościeli. Wciąż była rozgrzana, nie czuła chłodu, tym bardziej, że dorzuciła do ognia, którego poświata powodowała mienienie się spermy na jej ciele, jak refleksy powodowane promieniami słońca na lekko wzburzonej tafli morza. Lubiła zaglądać pod okrycie i podziwiać swój trochę teraz obolały klejnocik. Nasienie spływało po udach, lepiło się do pośladków i włosów ...
... łonowych, które przyjmując wilgoć, przykleiły się do okolicy wzgórka niczym wyrzucone w czasie sztormu na plażę splątane wodorosty sałaty morskiej lub morszczynu. Dziewczyna, jakby odruchowo, wmasowała królewską esencję w swoje futerko, posmakowała też słonawego nektaru, który smakował podobnie jak każdy do tej pory jej znany. Po chwil, w tajemnicy przed całym światem i niezwykłą ekscytacją, zbierała każdą napotkaną kroplę i wręcz zlizywała ją z palców, jak czasem czyniła to w kuchni z resztkami szykowanych na desery mas. Wierzyła, że sperma pomazańca bożego przyniesie jej to szczęście i powodzenie w życiu. Przecież niewiele niewiast mogło szczycić się figlowaniem z królem. Nie ze stajennymi pachołkami, nie z czeladnikami, nie z podobnymi jej stanowi mężczyznami. Nawet nie z dworskimi dostojnikami, co było już dla takich dziewek nobilitacją, a z samym królem. Leżała rozanielona, trącała czasem swoje gniazdko, nie przejmując się czekającą ją wkrótce spowiedzią. Kiedy klecha usłyszy, że znowu posiadł ją sam król, jak zawsze srogim głosem nakaże jej milczenie i zada surową pokutę. No chyba że… pozwoli księżulkowi na poczynienie pewnych dyskretnych oczyszczających ją z grzechu cudzołóstwa obrzędów w prywatnej izbie plebanii, by jej żal za grzechy był milszy Panu, a i Jego łaska większa. Mari już od pewnego czasu korzystała z tej formy pokuty i zadośćuczynienia Najwyższemu. Powodowany męskimi słabościami katabas nie był w tym względzie zbyt wymagający, a i obrzędowy sprzęt miał ...