-
Sagi rodów Altory - Młody Król…
Data: 19.09.2020, Kategorie: saga, król, poddani, średniowiecze, władcy, Autor: CichyPisarz
... należy, królu – uśmiechnęła się, choć nie miała na to ochoty, bo ton głosu młodzieńca nie nastrajał do dalszego tworzenia przyjemnej atmosfery. Nie wiedziała skąd ta zmiana, bo po przechadzce, całą ucztę miał dobry humor i raczej łaskawie na nią spoglądał. Nie mogła się doczekać nocy. Na samą myśl, jaki chłopak ma w spodniach potencjał, robiło jej się wilgotno w kroczu, nawet kiedy zagadujący ją duszpasterz prawił o powściągliwości i Szatanie jako głównym sprawcy kobiecej słabość i niszczącej świat rozpusty. Alegoriami i wersetami z pism i różnych ksiąg, przestrzegał ją przed, zapewne, wygórowanymi zachciankami młodzika, widząc w królowej nauczycielkę i strażniczkę małżeńskiej moralności. Słuchała, kiwała pokornie głową, a w myślach już widziała siebie w alkowie w roli chutliwego demona. Czekała na te chwile, jak wypuszczona przez opiekunów w świat ze swoim ukochanym dziewuszka, pragnąca cielesnego obcowania tak często, jak tylko się dało i w każdym możliwym miejscu. Wrzało w niej, a kolana pocierały o siebie pod stołem, jak zniecierpliwionej czekaniem na niespodziankę dziewczynki. – Czekają – spojrzała w stronę drzwi, gdzie dało się słyszeć ciche rozmowy przysłuchujących się pokładzinom członków rodziny. Rozczarował ją. Co prawda organ miał potężny i używał go należycie, nawet powiedziałaby, że wyczuwała w jego ruchach pewnego rodzaju doświadczenie, ale obszedł się z nią jak z byle karczemną dziewką. Ona z prowokacyjnym uśmiechem rozłożyła mu dla zachęty nogi, on ...
... wprawnie w nią wszedł. Wtedy, jeszcze, cieszyła się z podjętej decyzji o małżeństwie. Jednak po kilku posuwistych ruchach młodzieńca, gdzie w jego oczach widziała ciepło i satysfakcję z obcowania z nią, nagle wszystko się zmieniło, bo choć zespolenie ich ciał trwało dłużej niż się po takim młokosie spodziewała, nie otrzymała nawet cienia czułości, na którą, doświadczając jej nieco w czasie uczty, trochę liczyła. Pompował ją, wpychał róg mocno, jakby dla uciechy nasłuchujących, celowo powodując głośne plaski, w ogóle nie patrząc na skrzypienie masywnej ramy łóżka. W jej mniemaniu działał, jakby były wyrobnikiem, jakby to były zmagania prostych drwali z drewnianymi belami, gdzie miały wióry lecieć. Zalał jej pochwę swoim sokiem, choć oboje wiedzieli, że nie mają nawet cienia szansy na potomka i następcę tronu, po czym wstał i nakazał jej uczynić tak samo. Wyszli do gości, którzy głośno wiwatowali, uznając sakrament małżeństwa za dopełniony. Brunhilda udawała kontentą, Magnar stał trochę zawstydzony obecnością publiki, ale widział dumny wzrok ojca, sam też czuł dumę, widząc zadowolenie Gottfrida. Wciąż rozbrzmiewały mu w głowie słowa ojca, kiedy tuż przed wyjściem do alkowy, przypominał mu o pewnej zasadzie. „Nie okazuj czułości, bo ona to wykorzysta. Nie jesteś tu z miłości. Gorących dziewek nie brak żadnemu królowi, a z małżonkę spółkuj rzadko i tylko z racji powinności. Nie okazuj słabości. Wykorzysta to” – pouczał i przestrzegał. - Mężu, pora się położyć, nie uważasz? – ...