-
Gall Anonim
Data: 23.09.2020, Kategorie: historia, magia, rytuały, mnich, dziewoja, Autor: MrHyde
- Sobieradzie, skrybo kochanieńki, dziś już nic więcej nie spiszemy. Nowej muzy mi trzeba. Nazajutrz ją przywiedziesz. - Co każesz uczynić, czcigodny Panie? - Udasz się z samego jutra do benedyktynek; święty Benedykcie módl się za nami; do matki Scholastyki i uprzedzisz najgrzeczniej, jak umiesz, z tysiącem pokłonów i półtuzinem hebrejskich brakteatów w dłoni, że pilnej pomocy nam trzeba. Scholastyka pewnikiem przychylna nam będzie. Ważne byś rozmówił się z nią przed prymą. Wtedy do kaplicy na modły cię zaprosi, byś uznał okiem swym roztropnym, która z siostrzyczek najbardziej przydatną nam być może. Wskażesz palcem na jedną z tych nowych, co przed miesiącem z Ziemi Sandomierskiej je byli przywieźli. Najlepiej tę wysoką, co ma nogi długie jak sarnie racice, a gębę gładką i krągłą jak owoc jabłoni. Powiesz, że chcę ją widzieć u siebie w celi do modłów popołudniowych. Razem z nami będzie śpiewać święte psalmy nony. Być może zostanie u nas także na nieszpory. Do komplety jednak dawno już na powrót w klasztorze będzie. Nazajutrz Sobierad wypełnił powierzoną misję. Przed godziną dziewiątą (według rachuby żydowskiej) przyprowadził nowicjuszkę do celi magistra, pisarza i tajnego doradcy księcia Kazimierza. - Wiesz zapewne, jak wielki to zaszczyt służyć panu tak mądremu jakim jest nasz magister? – zwrócił się do dziewki półgłosem, jakim rozmawiają wtajemniczeni w magiczne dzieła. Tudzież gadałki, wróżbitki i wędrowni kaznodzieje. - Nigdym o niem nie słychała. ...
... Matka przełożona jen rzekła, że pan to znaczny i księcia miłościwie panującego sobiesiednik. Jeszcze mi rzekła, że tajemnicy największej mam dzierżyć to spotkanie, by wrogowie księcia i szpiegi niczego nie baczyli. Cóż to za tajemna persona ać ważna, ten imć pan magister? - Roztropnie ci rzekła matka Scholastyka. To Gall, mąż pobożny a wielce uczony. Zna obydwa Pisma, jerografiję, mowę a obyczaje dalekich ludów i historyję jak nikt inny w świecie. Może tylko w dalekiej Latecyi, sławnej prastarych Paryzów stolicy, lub w Al-Kahirze - mieście żadnem chreścijaninem z Europy niewidanym, znalazłby się ktoś równie mądry jak nasz pan magiser. Więcej ci o Gallu rzec nie mogę. Jen tyle, że słuchać się go należy, nie bacząc na nic, i najlepiej milczeć. Przysięgnij teraz na Jezusa rozpiętego na krzyżu i wszystkich świętych, że nikomu ni słowa nie rzekniesz o dzisiejszym widzeniu. - Klnę się na Krzyż Pański i zastępy Świętych w niebie. Wierzę matce Scholastyce pobożnej i tobie, szlachetny panie. Nie powiem nikomu. - Szlachetnym nie jest. Jam jako i ty nie z rycerzy lecz z prostego ludu chrześcijańskiego. A i pan magister też z kmieciego domu wyszedł. Tylko z woli Opatrzności i dzięki Łasce Wszechmogącego zgłębił wiedzę mędrców i aniołów. Ale o tem ostatniem cichosza! O niczem nie wiesz. - Jak każesz, panie. - Pochwalony niech będzie na wieki Pan Jezus ukrzyżowany i trzeciego dnia cudownie zmartwychwstały! – Gall przywitał sługę radośnie z bigoteryjną pobożnością, jakiej nie ...