-
Gall Anonim
Data: 23.09.2020, Kategorie: historia, magia, rytuały, mnich, dziewoja, Autor: MrHyde
... o Bogu. Wtargnął w dziewicę. Bezpardonowo wbił włócznię w miękkie ciało. Jak sławny Bolesław ostrym mieczem oszczerbił złotą bramę. Na krótką chwilę dostał się do raju. Skończył, zatapiając jaskinię życiodajnym płynem. – Sobieradzie, odprowadź Malinę – rzekł w końcu do sługi – podziękuj Scholastyce. – następnie zwrócił się do nowicjuszki: - Malinko, jutro znów wyślę po ciebie Sobierada. I pojutrze. I, jak Bóg da, jeszcze wiele razy. Tylko nie waż się zdradzić tajemnicy misterium. Nikomu. Nawet przewielebnej matce przełożonej. Ani księdzu podczas spowiedzi. Rytuał musi pozostać tajnym. – Nikomu nie powiem. Ufam ci, panie. Nazajutrz Sobierad wziął przykład ze swego mistrza. Poradził sobie z pokusą w ten sposób, że podwinął habit i przycisnął Malinę do kamiennej ściany klasztornego korytarza. Bez trudu przemógł opór dziewoi, ledwie symboliczny. Gall, nie wiedząc o nikczemnym postępku swego sługi, odprawił rytuał ze zbezczeszczoną muzą. Bez skutku. Nie doznał widzenia. Na domiar złego Malina, oddając się Gallowi, zaczęła szlochać. Zwątpiwszy w magię, rozumiała już, że obcując tego samego dnia z dwoma mężczyznami, popełniła śmiertelny grzech cudzołóstwa. Że zgubiła swą duszę na wieki. Myliła się. ...
... Bóg, widząc skruchę, wybaczył jej drobne przewinienia, wynikające przecież nie ze złej woli lecz z wielkiej wiary i pokory wobec zrządzeń Opatrzności. Dał jej zdrowego syna, którego Sobierad wychował na dobrego mnicha. Wraz ze święceniami zakonnymi Malina przybrała imię Magdalena. Z czasem została przeoryszą zakonu. Tylko Gallowi wymierzył Bóg sprawiedliwość. Za profanację rytuału, za zerwanie pieczęci z dziewczęcego kwiatu i za doznanie przy tym rozkoszy odebrał mnichowi dar widzenia. Wyrok ogłosił, ukazując się we śnie grzesznikowi. Wyjaśnił, cytując samego siebie: „Ja Jahwe, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym“. Wiekuisty niczym zwykły śmiertelnik chciał mieć Malinę tylko dla siebie. Gall nie mogąc pisać, wygonił skrybę, ostatnie karty pergaminu wrzucił do ognia. Umarł, nie dokończywszy Kroniki. Książę Bolesław ze złości dostał szczękościsku, a wszystkich uczonych posłał do czorta. Wraz z teologami i jurystami również medycy opuścili zamek. Nie było więc komu wyleczyć szczęki księcia. Usta pozostały krzywe aż do śmierci. W ten sposób spełniła się ostatnia przepowiedź Anonima: Bolesława przezwano krzywogębym. W późniejszych kronikach figuruje pod zmienionym przydomkiem - Krzywousty. Tekst dostępny też na