-
Gall Anonim
Data: 23.09.2020, Kategorie: historia, magia, rytuały, mnich, dziewoja, Autor: MrHyde
... odruch śmiechu. - Twe serce, Malino, jest czyste, lecz łaskotanie zdradza, że jakieś myśli niedobre gnieżdżą się w wątrobie. Nie martw się. Wnet wypędzimy szatana. Zaśpiewajmy psalm razem, od nowa. ... To powiedziawszy, Gall wrócił do rytualnego badania i czyszczenia duszy posłusznej nowicjuszki, swojej nowej muzy. Przy drugim psalmie poczuł mrowienie w trzewiach. Wyraźny znak, że rytuał działa. Mrowienie to wystąpiło nawet szybciej i było mocniejsze niż zazwyczaj. Zwykle jednak nowicjuszki i mniszki na skórze miały skazy, pryszcze, piegi, krosty. Zwłaszcza Madżiarki, z czeska zwane Ugrami albo Wągrami, wyglądały szpetnie. Przy nich prawie w ogóle nie trzeba się było modlić dla obrony przez ziemskimi myślami. Ze strony Madżiarek nie groziła szatańska pokusa. Lecz gładkolica Malina była zgoła inna. Przy trzecim podejściu, kiedy dziewoja powtórnie się zatrzęsła, zdradzając obecność grzesznych myśli w wątrobie, mrowienie przybało tak bardzo na sile, że Gall się zląkł nie na żarty. Dziesięć lat nie czuł ziemskiej chuci. Dziesięć lat zachowywał czystość, by być godnym łask Opatrzności i móc tworzyć. Pisać kroniki na chwałę Wiekuistego i księcia Bolsława, dobrego chlebodawcy. Aż tu nagle, wymacawszy palcami pierś pod białym habitem, zechciało mu się tę pierś ścisnąć, pougniatać w dłoni, jakby Malina była zwykłą dziewką a nie oddaną przez rodzica do klasztoru żywą ofiarą złożoną Bogu. Mimowolnie przygniótł dłonią miękkie ciało. Ledwie się powstrzymał od sięgnięcia drugą ...
... ręką po gorące łono. Przerażony musiał natychmiast zmówić modlitwę: - ... [Ojcze nasz, któryś jest na niebiesiech, niechaj się święci imię twoje...] - ... – powtórzyła Malina. Modląc się, pogładziła ręką to miejsce, skąd mnich w popłochu zabrał swoją dłoń. Wypowiedziawszy amen kończące modlitwę, spytała Galla nieśmiałym szeptem: – Panie, wybacz. Nikt mnie jeszcze w ten sposób nie dotykał. Stąd zapewne to łaskotanie. – Skłamała. W domu nie raz obściskiwali ją pachołkowie ojca, ale to były tylko niegrzeczne zabawy. Chłopcy próbowali rozebrać dziewczęta, trzy córki rycerza, z których Malina była średnia wiekiem oraz służące. Jak tylko któremuś się udawało poderwać sukienkę, Malina, piszcząc, biła go po rękach i ratowała się ucieczką. Tym razem nie mogła uciekać, a dotyk mnicha sprawiał przyjemność. Nie ziemską, grzeszną. Metafizyczną. – Panie, będziesz mnie dalej badał? – Tak, moje dziecko. Pan Jezus uczył, że wyruszywszy w podróż, należy dojść do celu. Nie godzi się uczniowi Chrystusa zatrzymywać w połowie drogi. – Gall powołał się na sobie tylko znany fragment Ewangelii, wzbudzając jeszcze większy podziw nowicjuszki. – Jestem gotowa, panie. – Malina odważnie wyprostowała plecy, opuszczając swobodnie ręce wzdłuż tułowia. – Śpiewaj psalm, Malino, nie zgibaj się, nie wierć. Gdy dotrzemy do szyi, będzie po wszystkim. ... - Gall jeszcze raz zaintonował pieśń z psałterza króla Dawida. – ... – cicho zanuciła Malina. Na „ ” przerwała, prychając krótkim ...