1. Człowiek witruwiański (I)


    Data: 28.10.2020, Kategorie: człowiek witruwiański, Autor: XXX_Lord

    ... to ja idę się wykąpać - zerwałem się z łóżka w obawie, że zobaczy moją erekcję i uciekłem do łazienki.
    
    Dziesięć minut później wyszedłem z łazienki w nieco lepszym stanie. Przynajmniej nie chciało mi się już rzygać, za to ból głowy męczył okrutnie.
    
    - Oprócz deklaracji pobicia wszystkich Twoich adoratorów mówiłem coś jeszcze? - jak się pogrążać to do końca.
    
    - Tak - najwyraźniej dobijanie mnie sprawiało jej sadystyczną przyjemność - cały czas pytałeś mnie, czy mam kogoś.
    
    O ja pierdolę, no to po ptokach. Ty debilu! - zgromiłem się w myślach - A masz?
    
    - Nie mam - odparła patrząc mi prosto w oczy - Powinniśmy już iść, za pół godziny kończy się doba hotelowa. Zbieraj się, pojedziemy do Twojego apartamentu. Aha, jeśli Cię to pocieszy Jura jest w jeszcze gorszym stanie niż Ty, więc chyba wygrałeś Wasz „pojedynek” - słowo pojedynek wypowiedziała nieco pogardliwie.
    
    Nabija się ze mnie? Ta kobieta nie ma litości.
    
    Zabrałem walizkę i grzecznie poczłapałem za nią do windy. Piętnaście minut jazdy samochodem i byliśmy na miejscu. W trakcie jazdy prawie nie rozmawialiśmy. Nadia najwyraźniej zastanawiała się nad czymś intensywnie, a ja skupiałem się na tym, żeby nie obrzygać tapicerki.
    
    - No dobrze, muszę lecieć. Jeśli będziesz czegoś potrzebował dzwoń. Do poniedziałku - pożegnała się w drzwiach uśmiechając i po chwili jej nie było.
    
    Zapadła dzwoniąca w uszach cisza. Potwornie zmęczony zwaliłem się w ubraniu na łóżko i chwilę później spałem.
    
    Przespałem całą sobotę i ...
    ... pół niedzieli.
    
    W poniedziałek rano odświeżony i pełen energii zjawiłem się w pracy. Przywitałem się ze wszystkimi, szczególnie wylewnie z Jurą, który chyba mnie polubił. No to znalazłem sobie kumpla Rosjanina.
    
    Nadii jeszcze nie było. Miałem zamiar zrobić krótkie zebranie robocze na początek współpracy i zabrać się do pracy.
    
    Pięć minut po dziewiątej młoda Rumunka w kasku i stroju do jazdy rowerem wpadła jak huragan do biura.
    
    - Złapałam gumę w kole, przepraszam za spóźnienie. Idę się przebrać i możemy zaczynać.
    
    Pomieszczenie, w którym pracowaliśmy miało około stu metrów kwadratowych. Pod ścianami stały biurka całej piątki, a mój gabinet był odgrodzony szklanymi szybami. Po prawej stronie od gabinetu znajdowała się łazienka, do której pobiegła Nadia.
    
    Po dłuższej chwili zerknąłem w tamtym kierunku. Drzwi były nieco uchylone, a między nimi ujrzałem... nagą Nadię stojąca do mnie tyłem przed lustrem. Krew wzburzyła się we mnie gwałtownie i poczułem, że członkowi zaczyna brakować miejsca w spodniach. Łapczywie pochłaniałem wzrokiem jej kształtne, drobne pośladki i opalone, perfekcyjne uda. Między ramionami widniał tatuaż motyla.
    
    Wyczuła mój wzrok i bez słowa patrząc na mnie zamknęła drzwi.
    
    Kurwa, znowu narobiłem sobie siary. Już drugi raz. Nie dość, że jestem burakiem, który się schlał przed nią pierwszego wieczoru, to jeszcze teraz podglądam ją w trakcie przebierania się.
    
    Trzeba ją będzie przeprosić.
    
    O dziewiątej trzydzieści cała piątka siedziała przy ...
«12...91011...19»