1. Ballada o komorniku


    Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black

    Grzegorz oparł się o ścianę i splunął krwią. Jasna cholera, skopali go, kiedy wychodził z pubu, wstawiony i kompletnie bezbronny. Mógł się tylko domyślać, że to jeden z jego klientów. Jako komornik, miał do czynienia z wieloma mętami. Później sobie wszystko przemyśli, dopasuje, który z ostatnich dłużników mógłby się do tego posunąć. To wszystko później, teraz kręciło mu się w głowie, wciąż był wstawiony i jeszcze obolały. Przez chwilę zebrało mu się na wymioty, ale opanował torsje, plując i klnąc. Gdzieś za plecami usłyszał roześmianą grupę, później trzaśnięcie drzwiami i znowu docierały do niego jedynie odgłosy z ulicy. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Mogliby go zarżnąć, a wszyscy mieliby to w dupie. Ta gorzka myśl dodała mężczyźnie sił. Zebrał się w sobie i ruszył.
    
    – No proszę, kogo ja widzę? – usłyszał kobiecy głos, niestety nie widział zbyt dobrze.
    
    – Znamy się? – starał się bezskutecznie wyregulować wzrok. Przed oczami majaczyły mu raz ciemne, raz jasne plamy. Do tego dochodziły łzy spowodowane silnymi torsjami.
    
    – Niestety znamy się – kobieta, kimkolwiek była, złapała go pod ramię i pomogła utrzymać pion. – Pomogę panu, proszę ze mną, krok po kroku, właśnie tak – nie był pewny, czy słyszy w jej głosie współczucie, czy nutę ironii. W tej konkretnej chwili chciał tylko odpocząć.
    
    Doszli do ulicy, gdzie stał zaparkowany różowy tico. Nieznajoma otwarła drzwi, pomogła mu usiąść z przodu, po czym sama zajęła miejsce za kierownicą. Ruszyła, lekko szarpiąc na ...
    ... jedynce. Oświetlone wystawy sklepów zlewały się w jedną upiorną plamę. Samochód podskakiwał na nierównościach, silnik charczał podejrzanie, a krajobraz zmieniał się z każdą chwilą. Nie był pewny, czy nie zwymiotuje. W dodatku nie miał siły cofnąć fotela, a ledwie się mieścił. Co to za samochód? Zresztą nie ważne, pomyślał. Byle jak najdalej stąd.
    
    – Dokąd jedziemy? – sprawiał wrażenie, jakby było mu wszystko jedno, co było do niego niepodobne. Po prostu czuł się fatalnie, a kobieta chyba mu krzywdy nie zrobi?
    
    – Do mnie oczywiście – wrzuciła migacz i skręciła w prawo. – Zaraz będziemy na miejscu, pomogę panu.
    
    Jechali jeszcze kilkanaście minut. Kiedy przejeżdżali przez tory tramwajowe, miał wrażenie, że urwie mu głowę. Ten samochód był strasznie niewygodny. Swój wóz zostawił pod domem na przedmieściach. Zawsze, gdy wybierał się do pubu, wzywał taksówkę. Nie lubił zostawiać samochodu w centrum. Zaczął się zastanawiać. Co ta kobieta powiedziała, kiedy zapytał, czy się znają? Niestety tak? Nie był pewny, miał mętlik w głowie, ale chyba tak powiedziała. Co to miało do cholery znaczyć? Zaczął nabierać podejrzeń, tyle że samochód nagle podskoczył na krawężniku i się zatrzymał.
    
    – Jesteśmy na miejscu – nieznajoma wysiadła i po chwili otwarła drzwi z jego strony. Pomogła mu wysiąść. Rozejrzał się dookoła. Była noc, niewiele mógł zobaczyć, ale wzrok poprawił się na tyle, że zorientował się, gdzie są.
    
    Toż to kamienica przy Ludowej. Mieszkali tam sami żule. Żadna ze stojących w ...
«1234...22»