-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... Jak to co? Spłacić dług. – Jestem samotną matką. Wychowuję nastolatkę, która sprawia od cholery problemów. Jej ojciec siedzi w więzieniu. Myśli pan, że to takie łatwe? – Każdy ma jakieś problemy – zaciągnął się. Znowu poczuł się wstawiony. Spojrzał na Sandrę. Kobieta miała długie jasne włosy, a jej twarz mimo trzydziestu pięciu lat, nie była jeszcze zniszczona. Wyglądała nawet ładnie. Na swój specyficzny sposób. Mocny makijaż, wielkie kolczyki jak u cyganki, bransoletki... i nogi, naprawdę zgrabne, kobiece. Nie chude jak patyki, nie grube wałki, po prostu w sam raz. Pomimo tandetnej cętkowanej sukienki, wyglądała niczego sobie. – Jeszcze po jednym? – zaproponowała i nie czekając na odpowiedź, nalała do kieliszków. – Ja też wychowuję syna i jakoś sobie radzę – po cholerę jej o tym mówię? Nie powinien pić, to mu nigdy nie służyło. Zawsze wdawał się w jałowe dyskusje. Poza tym stawał się mniej odporny na kobiece wdzięki. – Taki facet jak pan, na pewno poradzi sobie w każdej sytuacji. Ja, to co innego. Jestem słaba, nie tak sprytna i wygadana jak pan, panie Grzegorzu. – Nagle zgasło światło. Drgnął ze strachu. – Co się dzieje? – wytężył wzrok, żeby dostrzec niewyraźny zarys kobiecej sylwetki. – A co się ma dziać? Albo wybiło korki, albo to pańska wina. – To może sprawdzimy korki? – wstali oboje i wpadli na siebie. Przecież nikt nie odłącza prądu o tej porze. – Przepraszam – odruchowo złapał ją za biodra, natychmiast cofnął dłonie. – Spokojnie, ja nie ...
... gryzę – uśmiechnęła się. – Wezmę tylko świeczkę z kuchni. Ruszyli po omacku. Światło wpadające przez okno z ulicznej latarni było znikome. Mężczyzna potknął się dwa razy. W końcu dotarli na miejsce, gdzie potknął się kolejny raz. Tym razem o idiotyczną listewkę, którą ktoś przybił do podłogi zamiast progu. Dało się słyszeć przetrząsanie szuflad i wreszcie Sandra trzymała w ręce świeczkę. Zapaliła ją i osłaniając płomień, ruszyli do przedpokoju. Stali blisko siebie, Grzegorz poczuł zapach słodkich perfum, które podziałały na niego... po prostu wywołały przyjemną falę ciepła. Bliskość gospodyni uświadamiała mu boleśnie, jak długo nie miał kobiety w łóżku. – Korki są w porządku – podrapał się w głowę. – W takim razie zapraszam do salonu, posiedzimy przy świecach. Będzie romantycznie – zażartowała. – Ja już sobie pójdę... – Panie Grzegorzu – położyła rękę na ramieniu swojego rozmówcy. Odruchowo spojrzał na jej niebieskie tipsy. – Niech mi pan tego nie robi – zmieniła ton. Brzmiała łagodniej i uprzejmiej niż przed chwilą. – Zostawi mnie pan tak bez światła? Samą w domu? – Czuję się niezręcznie, powinienem pójść... – mimo słów, nogi nie chciały go ponieść do drzwi. Coś powstrzymywało go i doskonale wiedział, co takiego. To zapach kobiety, jej bliskość i zgrabne ciało. – Mieliśmy porozmawiać o mojej eksmisji – wygładziła nieistniejącą fałdę na marynarce Grzegorza. – Usiądźmy jeszcze na chwilę. Pociągnęła go za rękę, w stronę salonu gdzie usiadł na wersalce, na ...