-
Ballada o komorniku
Data: 06.11.2020, Kategorie: patologia, proste bez większej fabuły, Autor: Man in black
... rzędzie nieruchomości nie wyglądała dobrze. Tynk sypał się ze ścian, mury miały wyraźne ślady pęknięć, a w bramach śmierdziało szczynami. Nieliczne samochody nie były pierwszej młodości. Same rupiecie, jak tico, z którego właśnie wysiadł. Na pewno już tutaj był, tylko nie potrafił sobie przypomnieć szczegółów. – No dalej, idziemy – złapała go pod rękę i poprowadziła do ciemnej bramy. Co za odór. Śmierdziało stęchlizną, uryną i wymiocinami. – Co ja tutaj robię? – wystękał. – Idziemy do mnie. Nie pamięta mnie pan? – Coś mi świta – cholerny mętlik nie pozwalał się skupić. Weszli do klatki schodowej. Na jego szczęście kobieta mieszkała na drugim piętrze. Zaprowadziła go do dużego pokoju, pomogła usiąść na wersalce i westchnęła, przyglądając mu się uważnie. Światło było mdłe, nie rozpraszało mroku całkowicie. Mężczyzna rozejrzał się. Znał to mieszkanie. Wyliniały dywan, obita meblościanka z lat dziewięćdziesiątych, stół na wysoki połysk, stary kineskopowy telewizor. Zaraz, zaraz... – Rany, znam cię. Ty jesteś Sandra Szulimska! – Panie Grzegorzu, jestem pod wrażeniem – chyba się uśmiechnęła. – Proszę się rozgościć, przyniosę coś do picia. Jak to mówią gość w dom, Bóg w dom. Znalazł w kieszeni papierosy i zapalił, opierając się na oparciu wersalki, która zaskrzypiała zaskoczona ciężarem mężczyzny. Tutaj też unosił się dziwny zapach. Może nie smród, ale coś w ten deseń. Cała kamienica pewnie capi tak samo. Zresztą, co go to obchodzi? W ogóle nie powinno go ...
... tutaj być. Mógł wcześniej zapytać, dokąd go zabiera. Nagle zauważył gospodynię. Na szczęście ostrość widzenia wróciła. Miała na sobie sukienkę w cętki. Tani poliester opinał zaskakująco zgrabne ciało, odsłaniając smukłe uda. Miała na nogach brązowe pończochy. W jednej ręce trzymała butelkę czystej, w drugiej dwa kieliszki. – Może wypijemy zdrowie komorników, co? – rozlała wódkę i podała kieliszek. Wypili. – Mam dla ciebie, to znaczy dla pani... eksmisję... – Wie pan? – rozlała następną kolejkę, ignorując przykrą uwagę. – Ludzie mówią, że jest pan wdowcem. To prawda? – Prawda, a co? – Mówią też, że dawno pan nie ciupciał i dlatego taki z pana skurwysyn. – Wypraszam sobie – zaprotestował, ale jakoś bez przekonania. – No jeszcze jeden. Na drugą nóżkę – uniosła kieliszek. Wypili, krzywiąc się przy tym. – Zaraz panu obmyję twarz. – Nie, nie trzeba... – krew w nosie zdążyła już zaschnąć, a lekkie obtarcie na podbródku zamieniało się właśnie w strup. – W takim razie, może poczęstowałby mnie pan papierosem? – odruchowo wyjął paczkę. Kobieta zabrała papieros, zapaliła i wypuściła dym prosto w twarz swojego gościa. – Nie rozumiem, co my tu robimy? – zamachał ręką w powietrzu, odganiając gęstą chmurę. Alkohol najwidoczniej pomógł. Zawroty głowy minęły, nawet poczuł się trochę lepiej. – Siedzimy sobie i rozmawiamy – uśmiechnęła się, zakładając nogę na nogę. – Zastanawiam się, co mogłabym dla pana zrobić, żeby mi pan dał jeszcze kilka miesięcy na spłatę. – ...