-
Gwałt w zoologicznym
Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde
... pochwalony! — przywitała księdza. Że też się nie domyśliła! Tak, przecież to właśnie ksiądz proboszcz zwykł mawiać „młoda damo” na katechezach w podstawówce! Jakżesz można zapomnieć tak ważny szczegół? — Na wieki wieków — odpowiedział ksiądz Zdzisław. — Gdzie są moje majtki? — Grzesiek, gdzie ciepłeś gacie młodej damy? — Tu są. Walały się po podłodze. — Gdzie jest Dagmara? Gdzie moja siostra?! — Spokojnie! Mówiłem przecież, że Jareczek miał się nią zająć. Grzesiu, idź do mopiarni, powiedz Jarkowi, żeby przyspieszył. Niech sobie nie myśli, że żeśmy czas na loterii wygrali. — Ciekawe do kogo mam teraz pójść do spowiedzi — zastanowiła się Gosia na głos, zostawszy sama z księdzem. — Jak to, do kogo? Do tego samego księdza co zawsze. — Po tym?! — No, po tym. Przed tym chodziłaś się wyspowiadać, przyjdziesz i po tym. Chcę cię widzieć w niedzielę na plebanii po obiedzie. Pomodlimy się, jak pan Bóg przykazał. — Plebania nie takie lafiryndy widziała — dodał Grzesiek, oddając Gosi torebkę, którą przez nieuwagę zostawiła przy akwarium. — Dziękuję — powiedziała Gosia. — Nie dziękuj! — parsknął proboszcz. — Idź już po tego Jarka! — ponaglił Grześka. — Nie trzeba. Tutaj jestem. — Zza regału z kocimi karmami wychylił się stażysta. Miał tak bardzo ...
... chłopięcą twarz, że w głowie Gosi zaświtała wątpliwość, czy młody sprzedawca oby na pewno jest pełnoletni. — Co! On to wszystko widział?! — złapała się za głowę. — Nawet więcej niż wszystko — odpowiedział Jarek. — I nic mnie już w życiu nie zaskoczy. — Gdzie moja siostra? — Ubiera się. — Co?! — Żartowałem. — Daga, Bogu dzięki! Nic ci nie zrobili? — Gosia złapała siostrę w obolałe ramiona. — Nie. Pan Jarek... — Dziewczyna zawiesiła głos i przyjrzała się twarzom mężczyzn, jak gdyby musiała się upewnić, że może powiedzieć, co zamierzała. — z panem Jarkiem graliśmy w gry na telefonie. — Nie zapomnij o prezencie — odezwał się były chłopak starszej z sióstr. — Ach, tak. Grzesiek powiedział, że mamy sobie wybrać akwarium i rybki. — Klient nie może wyjść ze sklepu z pustymi rękami — wyjaśnił. — Niech będzie... Hm — zająknął się proboszcz. — Niech będzie na koszt firmy... Tylko, moja droga — zwrócił się do nastolatki — pod jednym warunkiem. Pod groźbą egzorcyzmu zapomnisz i twoja siostra zapomni, że widziałyście mnie i pana Grzegorza w tym sklepie. Nie było nas w tej galerii. Nigdy. Rozumiemy się, młoda damo? — Aha — przytaknęła Dagmara. — W czym mogę pomóc? — przypomniał o sobie młody pracownik. — Chodź, wybierzemy dla ciebie mieczyki. Na koszt firmy