1. Gwałt w zoologicznym


    Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde

    ... kamuflażu.
    
    Wypuścił ją z uścisku kościstych rąk. Pozwolił oddalić się o krok. Ale i tak nie była wolna. Stała w środku korytarza z półek sklepowych, a przed nią i za nią obydwaj zamaskowani mężczyźni.
    
    „Jej” dryblas stał nieruchomo. Nie odzywał się. Tylko uważnie ją mierzył wzrokiem. Tak jej się przynajmniej wydawało. Bo mimo że przez maskujący materiał nie mogła zobaczyć jego oczu, widziała, że duża wypukłość czarnej kominiarki, w miejscu gdzie powinien znajdować sie nos mężczyzny, uporczywie mierzyła w jej stronę. Milczał. Stał nieruchomo i milczał. A im dłużej milczał, tym bardziej wzmagało się uczucie strachu.
    
    — Podejdź — odezwał się bas. Dryblas dalej milczał.
    
    Kobieta zrobiła pół kroku, ale nie więcej. Dryblas z drugiej strony zbliżył się także o pół kroku, zmniejszając i tak minimalny margines swobody.
    
    — A ty ile masz lat? — zapytał bas.
    
    — Dwadzieścia.
    
    — Aha. Może być. Jak masz na imię?
    
    — Małgorzata.
    
    — Podejdź, Gosiu. — Bandyta wskazał palcem punkt na podłodze pół długości buta od jego stopy.
    
    Gosia zrobiła jeszcze pół kroku. Dryblas zbliżył się także.
    
    — Puśćcie mnie. Błagam! — Gosia poczuła, jak głos odmawia jej posłuszeństwa, gnie się i łamie.
    
    — Idź! — Napastnik mówiący basem zmienił rozkaz.
    
    — Słucham?
    
    — Masz iść — powtórzył, wyciągnąwszy przed siebie rękę z wyprostowanym palcem wskazującym i skierowawszy ją w kierunku kas, tam, gdzie znikła Dagmara. Jedyny szkopół był w tym, że żeby iść w tamtą stronę, musiała przejść obok, ...
    ... albo przeskoczyć nad barczystym dryblasem. — No, idź! — powtórzył bas niecierpliwie.
    
    Gosia posłusznie zaczęła się przeciskać przez szparę między szafkami a szerokim ciałem osiłka. Nie miała szansy zachować dystans. Żeby przejść musiała otrzeć się mocno o tors milczka.
    
    Udało się. Ale nie był to koniec nieprzyjemnej sytuacji. Jak tylko odwróciła się plecami do milczącego bandyty, ten chwycił ją za oba ramiona.
    
    — Łapy przy sobie! — obruszyła się, omal nie mdlejąc ze strachu.
    
    — Bądź mądrą dziewczynką. Nie chcemy, żebyś uciekła. To tylko ostrożność — wyjaśnił bas. Dryblas niewzruszenie milczał.
    
    — No... To teraz rozumiem. Grzeczna panna — kontynuował bas spokojnym tonem. — Daj ją naprzód — poinstruował kompana.
    
    Zatrzymali się przy akwariach. Tam niższy z mężczyzn, dowódca, rozpoczął monolog.
    
    — A teraz popatrz na bok — rozkazał kobiecie. — Co widzisz? — spytał i sam odpowiedział za nią: — Rybki. Tak... A jakie rybki? No? Prawidłowo mówisz. Mieczyki. A dlaczego mieczyki nazywają się mieczyki? No, dlaczego? — Usłyszawszy słowo mieczyk, Gosia, nie wiedząc czemu, natychmiast pojęła sens absurdalnej przemowy. Sens zgoła nie ichtiologiczny. — No? No? Bo mają co? He? Czekam. Brawo skarbie! Bo mają mieczyki. Teraz kucnij, proszę. No, kucnij! Kucaj!
    
    — Nie. Proszę. Po co? — Gosia podjęła próbę negocjacji. Próbę z góry skazaną na niepowodzenie.
    
    — Powiesz nam, co widzisz na dole. — Mężczyzna nie ustąpił. Wskazał tylko palcem na akwarium w dolnym rzędzie. — Kucaj! — ...
«1234...10»