1. Gwałt w zoologicznym


    Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde

    ... warknął basem. Niemy dryblas tupnął nogą. Gosia kucnęła.
    
    — Co teraz widzisz?
    
    — No, ryby. A co mam widzieć? Złote rybki, karasie koi.
    
    — Widzisz jak oddychają? Jak otwierają szeroko paszczę? Am... Aam... Aaam. — Niski bandyta złowieszczo się zaśmiał. I sięgnął ręką do zapięcia spodni, ostatecznie obnażając swe niecne zamiary.
    
    Gosia spróbowała wstać, lecz dryblas natychmiast przygniótł jej barki. Złapała niskiego za nadgarstek, ale nie miała tyle siły by skutecznie przeszkodzić mu w zdjęciu spodni. Mogła to tylko trochę opóźnić.
    
    — Nie! — pisnęła w rozpaczliwej bezsilności.
    
    W oczach kręciły się łzy. Rozumiała, że to ostatni moment, kiedy jej los może się jeszcze odwrócić. Kiedy napastnice mogą przestać, nie wyrządziwszy jej krzywdy. Walczyła jeszcze rękami, nie wierząc w możliwość zwycięstwa. "Stoi mu. O, Boże! Przecież nie zrobię mu loda", biła się z myślami. "Ale jak go wyjmie, to mi nie odpuści. A ten drugi? Ten psychopata! On chyba tego nie chce.”
    
    Po chwili szarpania mężczyzna jakby osłabł. Zrobił krok w tył, suwaka nie zapiął, ale też nie pociągnął w dół spodni. Ucisk barków też zelżał. Zniknął zupełnie. Gosia nie miała odwagi się odwrócić, ale w jej głowie zaświtała nadzieja. „Jednak zwycięstwo?"
    
    Wtem, silna ręka obróciła jej głowę. Przed oczami pojawił się goły członek. Dryblas machał nim przed jej twarzą.
    
    — Bierzesz? — zapytał bas oschle. Tak, jak by dryblas nawet jednego słowa samemu powiedzieć nie potrafił.
    
    Gosia skinęła głową.
    
    Penis ...
    ... był jeszcze wiotki. Ponad połowa zniknęła w ustach. Gosia zassała. Raz, drugi, trzeci... i już był twardy, dokładnie tak, jak się spodziewała. Jeszcze chwila i tak się wydłużył, że tylko żołądź mieściła się w buzi. „Maczuga”, pomyślała Gosia. Zacisnęła wargi wokół fiuta i zastygła w tym ucisku na długą chwilę. Odsapnęła sekundę i znowu zacisnęła. Złota rybka. "Dziwne", pomyślała, "dlaczego nie wali mnie w gardło jak na pornolach. Jest tak podniecony, że powinien walić jak opętany, i tryskać. Na co on czeka? Oby nie na... O, Boże!” Wystraszywszy się waginalnej penetracji, zassała jeszcze mocniej, żeby zadowolić faceta samą buzią. Żeby wydobyć z niego wszystkie soki.
    
    — Uch! — sapnęła głośno. Musiała złapać oddech, odpocząć.
    
    Dryblas nie miał nic przeciwko temu. Odsunął się sprzed jej nosa. Teraz dopiero mogła dokładniej obejrzeć kutasa. Długi jak końska pyta, z błękitną żyłą wyraźnie widoczną na prawie całej długości, z różową głowicą, prężący muskuły. Mocarny okaz. "Bożemójboże, zupełnie jak u Grześka!" — pomyślała Gosia, chyba wbrew samej sobie. Przypomniała sobie o byłym chłopaku i poczuła się dziwnie. O wiele dziwniej niż przed chwilą. Przymknęła oczy. Właściwie powieki same opadły jak rolety sklepowe, tylko szybciej i ciszej, niepozornie.
    
    Podobieństwa były porażające. Grzesiek też, tak jak niemowa, lubił się chwalić penisem podczas oralnych igraszek. I nie pchał się jak cham do gardła. Cierpliwie czekał na pomysły Gosi. Pozwalał jej na zabawy fiutem. O, tak! To ona ...
«1234...10»