1. Gwałt w zoologicznym


    Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde

    ... zawsze wychodziła z inicjatywą. Opuszczała majtki Grzesia i brała w usta członek, jeszcze wiotki, niewinny, nieświadomy. Brała całego. Jak nie był w ogóle podniecony, to aż po jądra. I jadła go całego jak kręconego loda z automatu. Po włosku go pieściła, ssała ustami, jeździła zaciśniętymi wargami od podstawy do czubka, jak windą, z dołu do góry, z dołu do góry, aż się całkiem wydłużył, zgrubiał, zmężniał, dojrzał. Wtedy zaczynała lizać, jak lód na patyku, jej i jego ulubiony, waniliowy z orzechami w białej czekoladzie. Potem Grzesiek brał fiuta w rękę i smagał ją nim po policzku i nosie. Aż go znowu chwyciła w usta. Na ciąg dalszy mieli dwa alternatywne scenariusze. Albo Grzesiek siadał na zamszowym taborecie stojącym w pogotowiu w jego pokoju, a ona nachylała się, brała go w usta na moment i nasuwała prezerwatywę, by zaraz potem usiąść na nim okrakiem i ujeżdżać bez opamiętania, a na koniec zawiesić się na nim ramionami i czekać aż w niej dojdzie. Albo brała penisa w palce i szepcząc mu do żołędzi jak do ucha, że jest jeszcze twardszy niż był kiedykolwiek, czekała aż tryśnie spermą. Za to pozycji klasycznej Gosia nie ceniła, bo Grzesiek za szybko dochodził.
    
    Z zadumy wyrwało ją klepnięcie w policzek. To dryblas smagnął penisem. Gosia, pogodzona z losem, jeszcze raz wzięła w usta grubego twardziela. Zaczęła ssać. Dziko. Najdziczej, jak tylko mogła. Nie chciała już o niczym myśleć. Chciała tylko mieć go w sobie. Chciała pokonać milczka. Zmusić, by się odezwał choć jednym ...
    ... słowem. Ssała, lizała, wpychała pod policzek. Dała popis fellatio. Wirtuozerski. „Gdyby Grzesiek mógł to zobaczyć!”, przebiegło jej przez myśl. Byłby dumny z Gochy, gdyby najpierw nie pożarła go zazdrość.
    
    „To wszystko przez niego, przez tę jego zazdrość!”, pomyślała wirtuozerka i ze złości na byłego z jeszcze większą pasją rzuciła się na kutasa tajemniczego nieznajomego. Już faszyści z SS wiedzieli, że złość niewolnika wzmaga wydajność pracy. Teraz dryblas miał z tej zasady skorzystać.
    
    Jakżeż ten Grzesiek był potwornie niezadowolony! Kiedy zobaczył, jak Gosia objęła za szyję swojego własnego kuzyna i cmoknęła w policzek, rwał szaty i skamlał, że pocałunek był za bardzo mięsisty. Jak miała korepetycje z matematyki, wydzwaniał do niej po dwa razy w trakcie lekcji, żeby się upewnić, że student jej nie gwałci. A jakie kazania jej wyprawił po studniówce?! Jezusie Nazarejski! Że nieprzyzwoicie blisko tańczyła z nauczycielem wuefu. Że go prowokowała uśmiechami. Albo że tańcząc z kolegą z klasy dotykała go policzkiem i nie reagowała, jak jakoby obleśnie złapał ją za pupę. „Zazdrośnik!”, krzyknęła w myślach Gosia. „Milczydło!” I dalej jazda: mlask, mlask.
    
    „Dobrze, że nie słyszał mojego wycia w kantorku”, pomyślała z satysfakcją, szorując żołądź językiem. Nikt nie wie, że w klasie maturalnej brała dodatkowe lekcje wychowania fizycznego. Że po zajęciach stuletni nauczyciel brał ją od tyłu na biurku w kanciapie przy sali gimnastycznej. „Ani jak Ziutek sapał”, uśmiechnęła się do ...
«1...345...10»