-
Gwałt w zoologicznym
Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde
... siebie. Ziutek, kolega z klasy, z którym jakoby nieprzyzwoicie tańczyła na studniówce. W pierwszej klasie, na pierwszej wycieczce wpadł Gosi w oko. Z wzajemnością. Dwa razy czmychała do niego pod kołdrę i nie dawała spać do samego rana. Ręką doprowadzała chłopca do wielokrotnego wytrysku. „Ale młodziutki był Ziutek!”, uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Z pierwszym Ziutkiem jest jak z pierwszym pocałunkiem. Pamięta się do końca życia. Zazdrośnik! To przez niego musiała obciągać niemowie. Cała ta heca w zoologicznym, to była jego wina. Gdyby się nie obraził, nie zerwał, nie nazwał dziwką tylko dlatego, że odwiedziła go w pracy, na budowie, jakoby kusząc innych murarzy miniminiówką i odsłoniętym pępkiem, to by nie była teraz w sklepie. Nie kupowałaby siostrze akwarium. Pomagałaby Grześkowi przygotować urodzinowego grilla i pieściłaby buzią jego laskę salami. Na zakupy z Dagą wybrałaby się kiedy indziej, na pewno by nie trafiła na zamach. Uparty milczek! „No, powiedz coś wreszcie, głupi kutasie!”, zezłościła się Gosia już nie na żarty. „Ale wytrzymały egzemplarz! Jeszcze jeden Grzesiek”. Były chłopak potrafił dwie godziny delektować się ssaniem laski i nie było mu za dużo wrażeń. „Z postury też podobny do Grzesia ten... No właśnie, kto? Ten napastnik”, myślała, ledwie dysząc. Wreszcie świst. Wreszcie gwizd. Zamaskowany napastnik zaczął reagować. „Uf, sukces”. Spod kominiarki wydostał się głośny mruk, a tuż po nim głośne, chrapliwe: „Och! Ach! Uu!” „Grześ?”, ...
... zaświtało groźne podejrzenie w głowie Gosi. Kobieta zacisnęła powieki. „Nie, to niemożliwe!”, przepędziła czym prędzej tę myśl gdzie pieprz rośnie. Tymczasem, wydawszy ostatni pomruk spełnienia, napastnik wycofał dymiącą lufę rewolweru. Zrobił krok w tył, żeby założyć spodnie. Gosia otworzyła oczy. Przełknęła spermę. Półprzytomna, wyzuta z sił opadła na pięty. Nie mogła uwierzyć, że obcy jeszcze się nie poddał. Że nawet orgazm nie zdołał złamać ślubu milczenia. Tylko jeden kowboj na świecie byłby w stanie się nie odezwać. Ale on nie pracuje w sklepie, z ryb lubi tylko te na patelni. Obcy, wsunąwszy nogi w dziurawe nogawki, stanął wyprostowany. Schował lufę. Zasunął suwak. — Smoking gun — odezwała się Gosia półgłosem, z uznaniem. — Co mówi? — przypomniał o sobie drugi z napastników. Kobieta zajęta dryblasem zupełnie o nim zapomniała. Kowboj pokazał prawy kciuk, certyfikat rozkoszy. I w końcu się odezwał ochrypłym głosem: — Zdzichu, weź ją wyruchaj. Ja już z nią nie mogę. — O, ja głupia! — jęknęła kobieta. Oralny gwałciciel mówił głosem jej Grześka. Nie dane jej jednak było zgłębić temat. Nim się spostrzegła, biegła co sił w nogach, a raczej bez sił, ciągnięta za rękę przez niskiego bandziora, tego co dudnił basem. Nie wiedząc jak i kiedy, znalazła się na ladzie. Na czarnym pasie, na który wykłada się zakupy przy kasie. Leżała na brzuchu. Nogi zwisały, ledwo dosięgając palcami do podłogi. Majtki w oka mgnieniu zjechały pod kolana. Zdzichu się z nimi nie ...