1. Gwałt w zoologicznym


    Data: 23.11.2020, Autor: MrHyde

    ... ceregielił.
    
    — Mam cię, dziwko! — powiedział basem, obejmując ją w talii obiema rękami.
    
    Przyszło jej na myśl, że ten głos też brzmi znajomo. Tylko za nic w świecie nie mogła sobie przypomnieć, gdzie go słyszała.
    
    Wszedł w nią z impetem jak nauczyciel wuefu. Też tak jak on od razu przystąpił do młócki. Nie bawiąc się w żadne wstępy ani rozgrzewki. Ruchał od razu na maksa. Ale tym razem to nie był jej nauczyciel. Wuefista był wyższy i miał wyższą tonację głosu.
    
    — Kim jesteś? — zapytała gwałcona kobieta, próbując spojrzeć przez ramię.
    
    — Nie musisz wiedzieć.
    
    — Gdzie jest Dagmara?
    
    — Nie wiem.
    
    — Jak to nie wiesz!
    
    — No, nie wiem.
    
    Żaden gwałciciel nie wie wszystkiego o ofierze. Ten konkretny na przykład, mimo że znał Gosię oraz jej siostrę i resztę bliskiej rodziny całkiem nienajgorzej, nie wiedział, że odpowiedź „nie wiem” działa na nią jak czerwona płachta na byka. Wprawia nie w złość, lecz w najwścieklejszą wściekłość. Każdy ma jakieś słabości. Gosia ma akurat taką.
    
    Przyjąwszy kilka pchnięć w pochwę, zaparła się rękami. Odepchnęła się z całej siły i cofnęła na czarnej taśmie. Zdołała pewnie stanąć obiema stopami na podłodze. Zaskoczony napastnik, z penisem nagle wyrzuconym z ciepłego wnętrza, wrzasnął oburzony:
    
    — Kurwa, nie skończyłem! — Zadarł spódniczkę i wymierzył Gosi solidnego klapsa.
    
    — Gdzie jest Daga?
    
    — Gdzieś jest. Bezpieczna.
    
    — Gdzie?
    
    — A gdzie ją kazałem schować?
    
    — W ubikacji.
    
    — No, to tam jest. O nią się nie ...
    ... martw.
    
    — Jak jej coś zrobicie... — zagroziła Gosia, nie precyzując, jaką karę zamierza ewentualnie wymierzyć.
    
    — To co?
    
    — To...
    
    — Wypinaj cipę!
    
    — Ale Dagmara? Gdzie jest? Co się z nią dzieje? — Gosia nie mogła odpuścić. Nie, kiedy mężczyzna powiedział „nie wiem”. To niezgodne z jej charakterem.
    
    — Gdzie? Gdzie? — przedrzeźnił ją gwałciciel. — Rucha się z Jareczkiem w kanciapie na mopy. Pytasz, jakbyś się z choinki urwała. — Wymierzył jeszcze jednego klapsa i polecił, niemalże uprzejmie: — A teraz dawaj dupy.
    
    — Ona jest za młoda. Nie może jeszcze.
    
    — Ty też byłaś młoda i mogłaś. Nie marudź już, tylko dawaj dupy!
    
    — Starsza byłam.
    
    — O pół roku. No, dawaj już! I nie pękaj. Jareczek jej nie zgwałci.
    
    — Skąd wiesz?
    
    — Nie kazałem mu. Każę, zgwałci, nie każę, nie zgwałci. Dawaj już!
    
    Gosia oparła się o ladę i dała. Nauczona na fakultetach z wuefu, zaczęła jeszcze kręcic biodrami, żeby wzmóc doznania mężczyzny. Usłyszawszy, że bandzior sapie basem, zaczęła mu wtórować sopranowym postękiwaniem.
    
    — Jesteście zboczeni — jęknęła po chwili.
    
    — Wszyscy jesteśmy, młoda damo — odpowiedział i przyspieszył młóckę.
    
    Młoda damo? Ktoś znajomy, daleki znajomy, też tak mówił. Może nawet nie jeden znajomy mężczyzna. Kiedyś. Dawniej. Lecz kto? Gdzie? Kiedy? Jak chodziła do podstawówki? Ktoś w szkole?
    
    — Panie Zdziśku, długo jeszcze? Nogi mnie już bolą — powiedziała, zdobywszy się na odwagę. Złości już nie czuła. Tylko ból mięśni i kości, i podniecenie, i niespełnienie, ...
«12...567...10»