-
Nie ten dzień
Data: 24.11.2020, Autor: blackjack
... kobiety. Różnice były naprawdę niewielkie. Włosy, wyraz twarzy, no i jeszcze wiek. Dwa lata różnicy. Zresztą tam, w zaułku, wydawało się, że Lera wcale nie była ruda. To podobieństwo chyba ocaliło jej życie, chociaż było i powodem porwania. Trafiła… Bóg raczy wiedzieć, gdzie trafiła. Jakaś lokalna mafia? Z pewnością. Przy granicy kwitł przemyt, papierosy, ludzie i pewnie prochy. Nie miała pojęcia o takich sprawach, chociaż wiedziała, jak niebezpieczne są to okolice. Lera była córką miejscowego notabla, widać kogoś, kto mógł zaszkodzić interesom porywaczy. Dlatego chcieli zmusić go do współpracy. Przypomniała sobie twarz tego mężczyzny. Aleksandra, bo Sasza było jedynie zdrobnieniem. Grubo nie pasowało do tego zimnokrwistego bydlaka. Nika przyłożyła dłonie do skroni. Rany Julek! Przecież ona miała zostać jego żoną. To była jego sypialnia i prawdopodobnie będą spać w jednym łóżku! – Wpakowałam się! – wyszeptała z goryczą. Lecz nie mogła zrezygnować. Co by się stało, gdyby zaczęła im tłumaczyć pomyłkę? Pewnie od razu by nie uwierzyli. Ale wystarczyło porównać jej dokumenty z dokumentami Lery. Nikt tego nie zrobił, bo jeśli nawet znaleziono ranną kobietę… – Mama! – jęknęła Nika, zrywając się na równe nogi. Ranną? Nie, dałaby głowę, że tamta umarła na jej rękach. Miała przy sobie dokumenty, zmasakrowaną twarz, kto będzie wnikał w szczegóły? Basia poświadczy, że przyjaciółka chwilę wcześniej wyszła od niej z mieszkania. Czyli uznają ją za martwą. Głupia turystka, która ...
... nocą wracała do hotelu i została napadnięta. Pewnie już zadzwonili do rodziny. A mama… Nika przełknęła ślinę. Biedna mama! Ale nie mogła nic zrobić, bo jednego była pewna. Jeśli się zdemaskuje, przestanie być im potrzebna. Nie wypuszczą jej, ot tak! Zabiją. Przypomniała sobie czarne, szalone oczy Saszy. On ją zabije. To nie było towarzystwo, z którym można pogrywać. To nie był pieprzony film czy książka, gdzie wszystko kończy się dobrze, bo tak sobie ktoś wymyślił. Życie pisało swój własny scenariusz, a ona mogła jedynie potulnie przyjąć główną rolę. I wypatrywać drogi ucieczki. Dobrze chociaż że Lera była po odwyku. Mogła tym wytłumaczyć wiele rzeczy. Brak rozwiązłości, niechęć do papierosów, prochów czy wódki. Tak naprawdę biedna Nika nigdy nie miała w ustach żadnego papierosa. A jej doświadczenie seksualne zaczynało i kończyło się na Rafale. Zresztą, uśmiechnęła się smutno, wcale nie było takie ubogie, bo przez tyle lat nie tylko zdążyli się sobą nacieszyć, ale i trochę poeksperymentować. Ktoś zapukał. – Proszę – powiedziała odruchowo. Do środka weszła wysoka, szczupła kobieta. Wytwornie ubrana, elegancko uczesana, z doskonale wykonanym makijażem, istnym dziełem sztuki wizażu. – Ty jesteś Lera? – spytała. Głos miała chłodny, opanowany, zresztą takie same spojrzenie wyblakłych brązowych oczu. – Tak, ja. – Serce Dominiki w przenośni niemal zamarło. Przestraszyła się, że kobieta być może zna prawdziwą Lerę i teraz dostrzegła różnice. – Nadezhda. – Podeszła bliżej, ...