-
Opiekun (III)
Data: 12.12.2020, Kategorie: wiązanie, pieszczoty, Autor: Lola
- Ta, czy ta? – pokazałam Tomkowi dwie sukienki. Obie miały ten sam krój, rozkloszowane, bez ramiączek i bez żadnych wzorów, czy zdobień. Różniły się jedynie kolorem, jedna w ognistej czerwieni, druga w kolorze soczystej wiśni. - Żadna, są takie typowe... - przyjrzał się uważnie robiąc pozę „na stylistę” i przykładając palec do warg. - Może i tak, ale za to bardzo ładne... - próbowałam dyskutować z Tomkiem, ale on tylko podszedł, chwytając za biodra przyciągnął ku sobie i wyszeptał prosto do ucha: - Kotku... te sukienki mają bardzo duże dekolty... znam swoich kumpli i wiem, że nie ominą okazji do nacieszenia swych gałek ocznych takimi skarbami jakie ty masz... - Tomeczku... po to je chyba mam, prawda? – wyeksponowałam swoje walory w jego stronę. Wciągnął powietrze, gdy naparłam na niego bokiem i otarłam się. - A poza tym... przywłaszczasz sobie wszystkie prawa do mnie? – przygryzłam wargę, a on znowu wciągnął powietrze i oczy mu pociemniały. - Nie wszystkie... ale cholernie wkurwiałoby mnie to, gdyby każdy facet gapił się na twoje cycki. - Wkurwiałoby cię to? – nie chciałam tak szybko kończyć tej ekscytującej rozmowy. - Tak, nawet nie wiesz jak bardzo... - uśmiechnął się skurczybyk w taki sposób, że zmiękły mi kolana. - A dlaczego? I tu go miałam! Zacisnął usta w cienką linię, zaczął szybciej oddychać i wpatrywał się we mnie jak zahipnotyzowany. Przestraszyłam się jego czarnych oczu i szybko pożałowałam tego pytania. Już chciałam coś ...
... powiedzieć, wytłumaczyć się z tego co palnęłam, ale nie umiałam wydusić z siebie żadnego słowa. Zaschło mi w gardle. - I jak te sukienki? – na głos ekspedientki odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni. - Jednak nie, bardzo dziękujemy – Tomek wyjął mi z ręki zdobycze i podał kobiecie, a ja wydałam z siebie teatralne westchnienie, które skierowane było do Tomka. Wyszliśmy ze sklepu i poszliśmy dalej. Już od dwóch godzin szukaliśmy sukienki, ale musiałam przyznać, że Tomek dzielnie znosił nasze zakupy. Potrzebowałam kiecki, która pasowałaby do mnie i do butów, które już wypatrzyłam w pierwszym sklepie. Były to beżowe szpileczki w szpic, takie jak zawsze mi się podobały. Pasowały idealnie. Oczywiście przy kasie stoczyłam bój z Tomkiem o to kto płaci, jednak on był nieugięty i już po chwili wymaszerował ze sklepu z miną zwycięzcy. Teraz tachał torbę z moimi bucikami, a ja próbowałam znaleźć odpowiednią sukienkę. To znaczy, już dużo było tych odpowiednich, ale tylko dla mnie. Tomek zawsze znalazł coś, co dyskwalifikowało każdą przymierzaną kieckę. Weszliśmy do kolejnego butiku (w duchu liczyłam, że to ostatni przystanek na naszej drodze, bo bardziej to ja niż Tomek miałam dość) i dałam nura w głąb. Przeglądałam poszczególne sukienki, gdy trafiłam na kolejną, która bardzo przypadła mi do gustu. - Piękna. Idę przymierzyć – machnęłam nią tylko i powędrowałam do przymierzalni, nie czekając na reakcję Tomka. Ekspedientka wskazała odpowiednią kabinę i szybko się przebrałam. Nawet bez ...